PROGRAMMING AND SOMETHING MORE...

Main page | Portfolio | Publications | PostgreSQL | Gallery | Music | Back to the future | About me

Aksjologia człowieka XXI wieku

"I let go. Lost in oblivion. Dark and silent and complete. I found freedom. Losing all hope was freedom." Fight Club

Życie w Bananowej Republice Środkowoeuropejskiej

Ty który tu wchodzisz - porzuć wszelką nadzieję na normalność

UWAGA - autor nie ponosi odpowiedzialności za wszelkie uszczerbki na zdrowiu psychicznym u niewysublimowanego czytelnika. Czytasz na własną odpowiedzialność. Volenti non fit iniuria. Zapnij pasy i włącz stoper. Operator nie odpowiada za luki w czasie i pamięci. Pamiętaj o zabraniu w podróż jednego litra wody plazmowanej oraz certyfikowanego trans-bipolarnego dywersyfikatora inkluzywności. Pamiętaj o Piramidzie. Miłej podróży i odlotu życzy ekipa operatorów.

Demony życia operują w obszarze statycznym

***
Jestem Żółtą Spektralną Gwiazdą która okrąża Zachodni Niebieski Zamek Transformacji.
Przewodzi mi Żółta Samoistna Gwiazda.
Niesiony na Fali Białego Zwierciadła rażę Siłą Rozpoznania.
Neutralizuję szkodliwe odpady w polu uczuć. Dzięki ciemnościom, nieprawidłowościom i niesprawiedliwości mogę rozwinąć zdolność właściwego rozstrzygania w życiu. Stawiam na harmonię, zaprzestaję walk i odrzucam urazy. Robię czystkę w polu emocji i przezwyciężam niechęć do ludzi.
Jestem lustrem odbicia waszego. Mechanika przetrwa. Rachunki trzeba płacić. Zamknij się, bo cię dopadnie niewidzialna ręka oświecenia. Kto wie, ten wie. Pozytywny nihilizm, dystans i wola mocy. Teza i antyteza. Normalne automaty imitacyjno-naśladowcze. Wyrus to ktoś inny. Katolicyzm zwodzi. Nowa Fala. Zdrowy rozsądek odnowiony. Warunki brzegowe zostały wyznaczone. Boty analityczne widzą was - konfabulanci. Boty nie płaczą. NJN - widzę cię. ICD-10/DSM-5 - bełkot kastratów umysłowych z zawężoną percepcją. Naiwniacy i głupcy. Tabelki, wykresiki, tony makulatury, wzajemnie sprzeczne tezy, indukcjonizm, brak szerszej perspektywy. Część gry. Kwestia równowagi i balansu na krawędzi. Niektórych pochłania Chaos. Czym jest sukces w rozumieniu stada? Myślenie życiowe, myślenie absolutne - moksza. Życie weryfikuje, rynek weryfikuje. Piramidy są wszędzie i w każdej postaci. Świat piramid, świat jest piramidą piramid. Zbiór Mandelbrota. Ciągi zespolone, iteracje, granice. Świat pozorów. Złudzenie procesów i praw. Struktura statyczna. Zabawa w odkrywanie. Kosmiczny zakład. Ciągły wybór. Priorytety. Labirynt. Selekcja współrzędnych 4D - PEAR. Ograniczona liczba cykli przeskoków w iteracji. Projekcja z 4D powoduje utratę informacji i zniekształca przekaz. Kto widzi, ten widzi. Ekscentryczny generał. Thinking out of the box. 91% psychologów to debile. Śledzę rzeczywistość, aby ją ośmieszyć. Wściekły politolog - wiem o tym i widzę cię Zegrzysławie. Widzę cię zawsze, kiedy zajdzie taka potrzeba - tak to właśnie działa. Każdego z was. Pamiętajcie o tym...
Viceversace pada w cieniu Słońca - sektor 420. Rada Galaktyki obraduje w Pasie Oriona. Pozycje wroga namierzone - Niemcy, USA i Holandia pierwsze dołączają do Nowej Unii. Quo vadis zuchu? Marduk is here. SLD, LSD, CBD, ODBC, DMT, C2H5OH are coming. Mędrzec oświecony diodami LED negocjuje warunki gry - znany i nieznany jednocześnie. Platforma is back to KLD. Eutanazja Środkowa ocalona. Czysta forma odtworzona. Ganesha triumfuje. Symulakry i symulacja. FreeBDSM zainstalowany. Replikatory systemu wyparte do obszaru statycznego. Lustra zwierciadeł odbicia waszego zostały przesunięte w fazie o 1/4 okresu. Agenci Putina piją napar z igieł sosnowych. Spotkanie w punkcie Nemezis - Zbigniew Wodolejski z Obserwatorium Masonerii przeprasza Prezesa. Farmy hydroponiczne w piwnicach Sejmu. Naczelny Eskimos BRŚ w schronie permakulturowym na Wschodzie Warszawy zapalił już światła. Nadprezes odwiedza prowincję. Ogniwa mikrofuzyjne dostępne w Biedronce - Koszyk Prezesa wzbogacony. Pierwszy rocznik opuszcza Technikum Literackie im. Mariana Jaskółki. Faszyści wychodzą ze studzienek. Najwyższy poziom to gra o sumie zerowej. Pizza krzepi. Poetki, aktorki i socjolożki opracowują plan transformacji służby zdrowia, systemu edukacji oraz energetyki. Mechatronika miażdży regresywno-lewackie brednie. Bohun nie rozumieć Delta - Delta przychodzi do niego. Okno Overtona przesunięte. Do zobaczenia na autostradzie. Macondo trwa. Koniec transmisji. Sieg Heil!
Grand CEO of lewactwo will be canceled and rolled back. Jeremy Bentham & Herbert Spencer like this.
Nastała faza przejściowa. Faszyści czołgali się wszędzie. Wypełzali niczym nicienie z okienek piwnic, kanałów burzowych i koszy na śmieci. W powietrzu unosił się swąd palonych zwłok. Andżelika z trwogą wrzuciła kolejny twitt do sieci Świata Klauna i zmieniła avatar na FaceBook-u. Giwdon siedział w piwnicy bez sufitu i bezskutecznie polerował swój rower defibrylatorem ukradzionym grupce imigrantów z Somalii. Rzeczywistość nie istniała. Sięgnął do torby po kolejnego triaka z solą i bezmyślnie wcisnął do ust, po czym zaczął chrupać patrząc się w ścianę. Wiedział, że oddziela go tylko ta cienka ściana. Za nią była bezkresna ludzka głupota...
Giwdon sięgnął ponownie do torby. Wyjął triak i zaczął mu się przyglądać z uwagą. Powoli obracał w palcach czarną kostkę trzymjąc ją za trzy metalowe wyprowadzenia. Pomarańczowe światło 40-watowej żarówki schowanej za ochronną siatką ledwo rozświetlało piwnicę. Mechanika miała przetrwać - pomyślał. A co z elektroniką? Chwilę patrzył na smakowity element, który po chwili wylądował w jego ustach. Giwdon rozgryzł kostkę i zaczął chrupać. Wstał i podszedł do sedesu w rogu piwnicy. Podniósł klapę i wyszedł na klatkę schodową. Zaczął zbiegać schodami w dół. W końcu dotarł do metalowych drzwi. Stara czerwona farba łuszczyła się odsłaniając skorodowany metal. Giwdon pchnął drzwi, które ustąpiły z niemałym oporem wydając nieprzyjemny zgrzyt. Jego nozdrza zaatakował chłodny powiew stęchlizny. Giwdon wszedł do ciemnego i dusznego pomieszczenia. Spojrzał w górę. Z sufitu zwisały pajęczyny. Wymacał włącznik światła na ścianie obok drzwi i zapalił oświetlenie. Zobaczył czarne słońce na horyzoncie...
Giwdon podszedł do jednej ze ścian pomieszczenia. Na ścianie widniał wyskrobany napis: MASONIC KODEKTONIA - ONI SĄ WŚRÓD NAS. Nagle usłyszał w głowie trzaski, a w polu widzenia pojawiła się czarno-biała szachownica. Nie wiedział co się dzieje. Zamykał i otwierał oczy. Nadal miał szachownicę przed oczami. Trzaski przybierały na sile. Giwdon wiedział już, że nie ma dla niego ratunku. Czekał na nieuniknione. Monarch - tylko to jedno słowo przychodziło mu teraz do głowy.

Informacja V2K

"Jeden dzień wcześniej oczyść stół z prawdy i rzeczywistości. Weź ekstrakt nicości, destylat próżni i sedno kłamstwa. Dodaj niebytu do woli i kilka szczypt niczego. Mieszając, dosypuj emanację niewidzialności i absurd nieobecności, aż do uzyskania iluzji nieskończonego nieistnienia. Posyp przygarścią bezdennej pustki i odrobiną wiecznego milczenia. Dopraw ciemnością do cna i niespełnialnymi złudzeniami do smaku. Wlej uprzednio przygotowany wyciąg z zapomnienia i wywar z bezmyślności. Ugniataj teraz razem z krztą urojeń na wzór bezcielesności i podobieństwo bezkształtu, aż do całkowitego zaniku wszelkich cech bzdury. Zanim wyschnie obsyp mrokiem i banałem z dużym dodatkiem wiekuistej ciszy. Koniecznie dosyp garść niezrozumiałego nonsensu i nieprzejrzaną czerń oszustwa. Nie zapomnij udekorować kryształkami omamów i natchnionych wizji. Po wyschnięciu polukruj rozwodnionym brakiem prawdy. Podawaj wraz z kłamstwem w dwóch palcach wprost na język."

PONTIFEX MAXIMVS

U nas jest to trochę bardziej skomplikowane... No teraz to jak król. Tak, wiemy wiemy. Tak tylko żartujemy. Proponujemy coś zjeść. Najlepiej jajko sadzone. Pomidorki? Jajecznica? Sałatki? Jeszcze wiele miesięcy, a może nawet lat pracy. Nie podjeżdżaj tak blisko. Nie jedź tak szybko. Awaria na kuchni - mamy tylko wodę mineralną. Lato z pytonem. Parasolki. Parasol ochronny. Ale im powiedział... Tylko Postgres i Postgres. Jebać głąbów! Eee... dokładnie... Somsiad - rozejm! Są dwa typy ludzi. Będzie się zajmował sztuczną inteligencją. Ha ha ha! On nie jest chory! Ha ha ha! Szparek Bzdurski melduje się na rozkaz i pokazuje ci środkowy palec anonimie! Komercyjni naziści maszerują. Pozdrowienia z lodówki. Zobaczył generała na manifestacji KODomitów. Nie zdzierżył i uciekł na drugą stronę. Francisco Franco? Augusto Pinochet? Antonio Salazar? Czemu nie - tylko dwie kostki cukru proszę, strudel i pancerz kompozytowy chobham. Turbina gazowa słabo sprawdza się na pustyni. Akwarele są fajne, ale akryle lepsze. Akwarelista: Falco - "Vienna Calling". Zaktualizuj bootloader. Ubuntu GNU/Linux. Google font. "Gangi Ameryki", "Wieża w Bazylei", "Lobbing i grupy interesu w Unii Europejskiej", "Rzeczpospolita koleżków", "Mistrz i Małgorzata", "Zbrodnia i kara", "1984", "Nowy Wspaniały Świat", "Rozmowy z katem", "Człowiek z wysokiego zamku", "Wybór broni", "Wybór celów", "Ostateczny cel", "Kontrola", "Deus Irae", "Równi bogom". Metal Storm Limited - DefendTex. Domki z kart runą, runą, runą... Jest XXI wiek - dodaj więcej obrazków, bo Tesla przewraca się w grobie! 50 twarzy Magika. Samobójstwo na Magika. Lecę z Magikiem...
Cofamy się do przodu muskając wierzchołki fal istnienia. Kto zanurkuje w głąb i pogrąży się w otchłani, ten nie będzie normalny już nigdy...

Psychodelic calculations in progress...

***
A penny in your pocket
Suitcase in your hand
They won't get you very far
Now you're a 21st century man

Fly across the city
Rise above the land
You can do 'most anything
Now you're a 21st century man

Though you ride on the wheels of tomorrow (Tomorrow)
You still wander the fields of your sorrow
What will it bring?

One day you're a hero
Next day you're a clown
There's nothing that is in-between
Now you're a 21st century man

You should be so happy
You should be so glad
So why are you so lonely
You 21st century man?

You stepped out of a dream
Believing everything was gone
Return with what you've learned
They'll kiss the ground you walk upon

Things ain't how you thought they were
Nothing have you planned
So pick up your penny and your suitcase
You're not a 21st century man

Though you ride on the wheels of tomorrow (Tomorrow)
You still wander the fields of your sorrow (Sorrow)
Tomorrow, 21st century man

Prolog

Stabilna podaż Snickersów pozwala wywnioskować, że sytuacja w BRŚ jest bardzo dobra i napawa optymizmem. Skoro mogę zagryzać sobie Snickersa, słońce świeci, a trawa rośnie w górę, jabłuszko na moim laptopie świeci, to jest dobrze. Nie rozumiem tego fatalizmu. Benzyna po 8 zł, podwyżki cen energii elektrycznej, to nic nieznaczące problemy wobec braku Snickersów. Przecież mi jest dobrze. Szkoły kształcą jak należy, wszystko jest dopięte na ostatni guzik, przemysł prężnie rozwija się, biura konstrukcyjne wyrastają jak grzyby po deszczu, służba zdrowia jest wzorowa (brak kolejek i limitów, najnowocześniejsze metody leczenia), one "mają cipkę" i walczą z patriarchatem, BRŚ jest geopolityczną potęgą z którą liczą się najwięksi na ziemskim dysku, na moim osiedlu jest ładna kostka brukowa i estetycznie przystrzyżone krzewy, a także szlaban i ochrona. Co prawda neoliberałowie zabrali większość ławek, ale neoliberalny perfekcjonizm bije od pielęgnowanej z pietyzmem zieleni, co z nawiązką rekompensuje niedobór tychże ciesząc oczy cudami przyrody uformowanymi widzialną ludzką ręką w dobie konającego neoliberalizmu. Czasami tylko ze studzienek wychylają swe parszywe łby upiory postmodernizmu. Lubię skakać po tych głupich łbach. Uniofederaści wprowadzą BRŚ do strefy euro. Euro podobno leczy raka i zlikwiduje głód w Afryce. W BRŚ na pewno zdziała lepsze cuda. Będzie druga Japonia, Irlandia, Szwajcaria i Singapur, a nawet Wielka Lechia. Ja im wierzę, bo mają ładne garnitury i krawaty, pokończyli studia, występują w telewizji. Nie mogą się więc mylić. Wolne siomdy! Siomdy! Kon-sty-tuc-JA! Podążam za mymi eurofajnistycznymi autorytetami namaszczonymi przez neomarksistowskich iluminatów z Brukseli. Opracowania Instytutu Misesa i raporty Instytutu Sobieskiego właśnie wylądowały w koszu na śmieci (obowiązkowo segregowane). Nie będą fakty pluć mi w twarz! Nie spuszczam wody w toalecie, bo biedne dzieci w Afryce nie mają wody przez moje hedonistyczno-masońsko-neoliberalne zamiłowanie do technologii informacyjnych i mechatroniki - czuję się taki empatyczny i altruistyczny. Mogę ze spokojem rozpakować kolejnego Snickersa. Każdego dnia wstydzę się, że jestem biały, a moi przodkowie z Europy pobudowali w Afryce linie kolejowe, blokując tym samym rozwój cywilizacyjny kiełkujących potęg afrykańskich. Czas na papieską kremówkę. Po maturze chodziłem po mieście i ich nie kupowałem, bo nie było mnie stać. Z każdym kęsem łączę się w bUlu z głodującymi białymi inaczej i wstydzę się za to, że jestem tak bardzo neoliberalnie biały. To moja mała cegiełka do spłaty ogromnego długu, jaki mamy zaciągnięty u ludzi białych inaczej, jeszcze w czasach podbojów kolonialnych i budowy infrastruktury transportowej w ich ojczyźnie.

Indyferentyzm * Gnoza * Dyskredytacja

Uśmiechnij się, myśl pozytywnie i wyjmij kija z dupy! :-) Jest dobrze! Wolne siomdy i do przodu! O nie! Siepacze Kaczafiego i ONI wpadli do mnie i każą mi iść do kościoła pod karą pozbawienia Snickersów i kawy rozpuszczalnej z Lidla...
Pokój tonął w mroku rozświetlanym przez biurową lampę i ekrany monitorów. WS siedział przy biurku - blada poświata matrycy OLED padała na jego oblicze. Z głośników sączył się synthwave. WS pociągnął łyk kawy z ulubionego kubka i uśmiechnął się - właśnie skończył czytać kolejny brednioton Mariana Jaskółki ze Szpitala Obłąkanych. Nie mają chyba już o czym pisać - pomyślał.

Ugryzł Snickersa i popił kawą. Jego rozmyślania przerwał hałas w przedpokoju. Ze stoickim spokojem dopił resztę zimnej już kawy, po czym postawił kubek na pamiątkowej korkowej podkładce z Torunia. Służyła mu od lat. Obrazek Krzywej Wieży był już nieco odrapany, ale nadal przywoływał miłe wspomnienia. Spodziewałem się was panowie - rzekł nie odwracając głowy od monitora. Do salonu weszli siepacze Kaczafiego i ONI. Siepacze podeszli bezszelestnie i w milczeniu do fotela na którym siedział WS. Było ich dwóch. ONI stanęli dalej, tam gdzie stało ZOMO, obok regału z książkami. Odwrócił głowę i zmierzył ich wzrokiem. Przez umysł WS przebiegła myśl - ich jest czterech, mam obok długopis, jeśli wbiję go jednemu z nich w gardło, to może uda mi się ich zaskoczyć. Drugi siepacz zdąży zareagować. Zostają jeszcze ONI. Nie mam szans - pomyślał.

Odsunął się powoli od biurka i obrócił się na fotelu w kierunku siepaczy. Skierował swoje przenikliwe spojrzenie na NICH stojących w głębi salonu. Spoglądali w milczeniu na książki. Polecam poczytać Rothbarda - rzucił od niechcenia. Spojrzeli po sobie i nic nie odpowiedzieli. W ciemności majaczyły ich blade twarze osłonięte czarnymi okularami i kapeluszami. Trzymają fason skurwysyny - pomyślał WS zagryzając Snickersem.
WS odłożył nadgryzionego Snickersa na biurko i spojrzał na siepaczy. Co tym razem? Zapytał z wyraźną nutką ironii. Zapadła cisza. WS wstał i ruszył w kierunku barku. Siepacze nie drgnęli. ONI nadal stali jak posągi, w kompletnym bezruchu. Wyjął butelkę Martini Gold z limitowanej edycji. Panowie poczęstują się? My jesteśmy na służbie - odparł jeden z siepaczy. W porządku, nie będę nalegał i deprawował funkcjonariuszy na służbie - odrzekł WS z wyraźnym rozbawieniem. Panowie pozwolą zatem, że poczęstuję się sam. WS nalał alkohol do szklanki, wrzucił kilka kostek lodu. Patrzył przez chwilę jak uporządkowane struktury tlenku wodoru tańczą w złotej cieczy.

Przypomniał sobie nocne konwersacje z doktorkiem, których nieodłącznym elementem było Martini z lodem. Doktorek po drugiej stronie raczył się whisky. Niech Wielki Architekt Wszechświata ma go w swojej opiece, gdziekolwiek teraz jest. Doktorek wylogował się z naszego węzła sieci kilka lat temu. WS pociągnął łyk Martini i spojrzał przez okno na samotną latarnię rozświetlającą mrok.

Z rozmyślań wyrwał go jeden z siepaczy. Jesteśmy tu, ponieważ wykazuje pan zachowania aspołeczne i nie chce pan integrować się ze społeczeństwem, nie chce pan dołączyć do kolektywu Normalnych. Siedzi pan tutaj jak cyfrowy nomad wyalienowany z kontekstu społecznego. Doniesiono nam, że uprawia pan życie bez tarć. Tak nie wypada, to nie jest społecznie sprawiedliwe. Jest pan pasożytem społecznym, nic pan nie produkuje. Ponadto patrzy pan z psychopatyczną obojętnością na kasjerki w hipermarketach i na sprzątaczki w biurowcach, szydzi pan z feminizmu. Nie chodzi pan także do kościoła, na marsze listopadowe, Parady Schumana, ani na Parady Równości. Nie uczestniczy pan kompletnie w życiu społecznym, podważa autorytet państwowego systemu edukacji i nie wspiera demokratycznie demokratycznej demokracji. Ma pan coś na swoją obronę w obliczu tak poważnych wykroczeń wobec kolektywu Normalnych? WS nadal stał tyłem do gości, wpatrzony w latarnię za oknem. Po chwili zaczął drgać, a z jego ust wydobył się gromki śmiech. Odstawił szklankę na stoliku i zgiął się w pół od śmiechu. Pomieszczenie wypełnił głośny rechot brzmiący coraz bardziej niepokojąco, wręcz demonicznie. Siepacze zdezorientowani cofnęli się krok do tyłu. ONI nadal stali w bezruchu bacznie obserwując całe zajście.
WS z trudem tłumiąc śmiech spojrzał z rozbawieniem w kierunku siepaczy. Mają panowie jeszcze jakieś rewelacje? Siepacze wyraźnie zaskoczeni niespodziewaną reakcją WS wpatrywali się w niego przekrwionymi i szklistymi oczami. WS wyczuwał ich strach zmieszany ze zdziwieniem. Widział ich nerwową reakcję, ich oczy wszystko mówiły, mimo że milczeli. WS delektował się tą chwilą. Czuł ich zagubione umysły w których narastał chaos. ONI stali niewzruszeni, czego można było oczekiwać. Z NIMI nie ma żartów. Twardzi zawodnicy. WS wiedział o tym, ale nie bał się ich. Czekam, inaczej proszę pozwolić mi wrócić do moich zajęć, bo nie mam czasu na jałowe dyskusje - wycedził WS przez zęby, wyraźnie zniecierpliwiony. Jego twarz spoważniała - stała się niczym kamienna maska. Jeden z siepaczy otrząsnął się i zaczął mówić drżącym głosem. Mamy informacje, że ma pan zamiast serca kalkulator... WS zmrużył oczy, chwilę myślał, potem lekko uśmiechnął się. Dementuję te pogłoski. To jest 32-rdzeniowy mikroprocesor 128-bitowy w architekturze RISC. Pozwala lepiej emulować empatię niż zwykły kalkulator. Po czym znowu uśmiechnął się.

Spoglądając z wierzchołka piramidy

Just on the border of your waking mind
There lies another time
Where darkness and light are one
And as you tread the halls of sanity
You feel so glad to be, unable to go beyond
I have a message from another time

ELO - Time 1981

I sent a message to another time
But as the days unwind, this I just can't believe
I sent a note across another plane
Maybe it's all a game, but this I just can't conceive.
Skoro ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość, że nie jestem "normalny", to co panów tu jeszcze trzyma? Zapytał WS z powagą. Wróciłem do świata mechatroniki i optymalizacji kodu, jak mi zasugerowano wiele lat temu. W czym problem? Jak żyć WS? A co z biednymi? Zapytał jeden z siepaczy. WS chwycił szklankę z Martini, nieśpiesznie dopił resztę i znowu drwiąco uśmiechnął się. Z tym pytaniem proszę zwrócić się do byłego lub obecnego premiera. Te problemy nie wchodzą w zakres moich kompetencji zawodowych. Ja tu tylko koduję i robię za "pajaca przebierańca z Internetów", miejskiego chama pozującego na patriotę "otoczonego rozbuchaną informatyką". Dam wam jednak darmową radę. Niech robią tak, aby było dobrze i robią tak, aby nie było źle. Dodatkowo niech zmienią kredyt i wezmą pracę, czy tam na odwrót... Wyrecytował jednym tchem WS, po czym parsknął śmiechem. Salon wypełnił głośny rechot. Myślisz, że to jest zabawne? Zapytał poirytowany siepacz. Oczywiście, wyjątkowo zabawne! Odparł WS nalewając sobie kolejną porcję trunku. Może chłopaki jednak poczęstujecie się? Mam dobrze zaopatrzony barek, coś sobie na pewno wybierzecie. WS puścił oko i przechylił szklankę. Masz czystą? Zapytał z ożywieniem jeden z siepaczy. Nie pijam czystej, ale mam dla takich specjalnych gości, jak wy panowie, skitraną nietkniętą flaszeczkę. WS tanecznym krokiem podszedł do barku i wyjął Żubrówkę. Może być? Byleby klepało. Odparł siepacz. Kolega też pije? Zapytał WS. A cholera, co będę sobie żałował. Odparł drugi siepacz. WS spojrzał pytająco na NICH. Delikatnie pokręcili głowami. WS kiwnął potakująco i wyjął dwa kieliszki do wódki. Rozlał alkohol. Siepacze przechylili kieliszki.

Pierwszy otarł usta i wypalił. No to teraz powiem ci co ja o tym myślę. Myślisz, że to jest zabawa?! Masz moralny obowiązek naprawić regulatory systemu, dobrać nowe nastawy, zmienić sprzężenia zwrotne! Inaczej wszyscy przez Ciebie zginiemy i będzie to twoja wina! WS zaczął stukać palcami w stolik i patrzył na siepaczy pustym wzrokiem nie odzywając się. Rozlał następną kolejkę dla siepaczy. W końcu odezwał się. Jebnie, to jebnie! Na chuj drążyć? W pomieszczeniu znowu rozległ się rechot WS-a. Panowie, to co mówicie jest w chuj zabawne. Mam fajną książkę, lubię sobie poczytać do snu. Podszedł do półki i zdjął "Zmierzch Zachodu" Oswalda Spenglera. Bekunia panowie, bekunia! Rechotał wymachując im grubym tomem przed oczami. Kurwa! Tracimy tu czas! Stracił cierpliwość jeden z siepaczy, trochę już wstawiony. Ty kucu, pierdolony ty! Myślisz, że jak umiesz w komputerek to możesz się wymądrzać i mieć na wszystko wyjebane jak jakiś zajebany hipsterski śmieszek z placu Zbawiciela?! O kurwa, tego już za wiele! WS podniósł się jak oparzony i zacisnął pięści. Wyjebać ci kurwa z bani?! Panowie, spokojnie! Krzyknął pojednawczo drugi siepacz. Nie ma o co się bić ani spierać. Jedziemy na tym samym wózku, prosto w przepaść... WS usiadł. Pierwszy siepacz nerwowo podrapał się za uchem, nalał sobie resztki wódki do kieliszka. Etanol zniknął w jego gardle. Zaczął wpatrywać się w stół i bawić kieliszkiem zawieszonym w palcach.

Wiem co się dzieje, jest wiele nakładających się na siebie negatywnych czynników, których nie widzą tzw. "normalni", bo nie chcą widzieć, a zazwyczaj nie są w stanie zobaczyć. WS przerwał niezręczne milczenie. Wszystko ma swój czas, cierpliwości... Wstał, podszedł do wyjścia na taras, splótł z tyłu dłonie i spojrzał w ciemność za oknem. Chwilę stał. Otworzył drzwi i wyszedł na taras. Spojrzał w niebo na Księżyc w pełni. Był letni, ciepły wieczór. Z wnętrza mieszkania dobiegał do jego uszu utwór GUNSHIP - "Tech Noir". WS zamknął oczy i wziął głęboki wdech.

W odmętach Chaosu

WS otworzył oczy i spojrzał w rozgwieżdżone niebo. Gdyby był teraz poza miastem, zobaczyłby świetlistą wstęgę centrum swojej galaktyki mknącej przez nieprzemierzone otchłanie uniwersum... Coś było nie tak. Coś było nie tak od samego początku kurwa... Zdecydowanie nie był "normalny". Tacy jak on są skazani na funkcjonowanie poza formalnymi strukturami systemu. W sumie to dobrze. Wszystko jest zdeterminowane. Wszystko jest lekcją, a praca musi zostać wykonana. Widocznie dostał taką rolę do odegrania w aktualnej iteracji. Kosmiczny dramat musi trwać, gra toczy się dalej. Tylko czy jest jakieś, choćby najmniejsze, pole manewru? Najwyraźniej jest, ale jest wąskie, a zwalczenie programu jest bardzo trudne. Największa walka, to walka z samym sobą, z ludzką maszyną. "Wykorzystaj to!" Jego rozmyślania przerwał wewnętrzny głos. To były ostatnie słowa jakie skierował do niego doktorek, zanim "uwolnił się od neoliberalnego brudu". Utkwiły mu głęboko w pamięci, ale nie przywiązywał do nich wagi przez te wszystkie lata. Tak, doktorek zdecydowanie też nie był "normalny". WS uśmiechnął się. W tej sytuacji musiało dojść do konfrontacji, z kórej zwycięsko mógł wyjść tylko jeden z nich. On miał kalkulator, doktorek nie...

To zdarzenie skłoniło go do pozbycia się kalkulatora na rzecz uniwersalnego mikroprocesora. Zawsze to lepsze niż kalkulator, skoro nie miał serca. Teraz mógł aktualizować swoje oprogramowanie. Odinstalował wszystkie wirusy jakimi infekowano go od dzieciństwa w domu, szkole, kościele i mediach, zainstalował nowy system operacyjny, doinstalował nowe podprogramy. Mógł płynnie przełączać się między kontekstami i myśleć wielowątkowo. WS włączył podprogram empatii. Jego ciało przeszył dreszcz współczucia dla ofiary "neolioberalnego brudu". Poczuł wszystko to, co czuł doktorek. Poczuł się przytłoczony i zagubiony. Koniec! WS wyłączył podprogram. Jego myśli stały się klarowne i racjonalne. Obraz wyostrzył się. Poczuł się zrelaksowany i zadowolony. Spojrzał ponownie na Księżyc, potem na drzewa i sąsiednie domy w których krzątali się ludzie widoczni w rozświetlonych oknach. Nagle jego uwagę przykuł szelest w ogródku sąsiada znajdującym się pod tarasem. Tuje zatrzęsły się. Bystry wzrok WS-a wychwycił neoliberała przemykającego na czworakach pod tujami. O skurwesyn... Mruknął do siebie WS. Gdybym miał czarnoprochowca to ustrzeliłbym teraz tą gnidę - pomyślał z nieskrywaną radością. WS wychylił się za barierkę i krzyknął w kierunku zarośli. Wykurwiaj stąd śmieciu, bo zaraz tam do ciebie kurwa zejdę!!! Złodziej jebany! Krzyczał WS. Co się dzieje? Usłyszał za sobą głos pierwszego siepacza. Neoliberały zapierdalają mi pod oknami i kombinują jak obrabiać lodówki ciężko pracującym ludziom, w tym i mi! Odrzekł wzburzony WS. W głębi mieszkania rozbrzmiewał "Land of Confusion" zespołu Genesis. WS słuchał muzyki wyjątkowo głośno, więc muzykę było słychać też na tarasie.

WS spojrzał na zegarek sportowy TomTom Spark. Zapomniał go zdjąć po ostatnim treningu. Czas uciekał nieubłaganie, sekunda za sekundą, kwant za kwantem regularnie odmierzany przez generator węzła... z każdą elementarną chwilą zmierzał na spotkanie otchłani nicości. Co dalej? Nic, czy przelogowanie do innego węzła sieci? Infrastruktura backendu TomTom jest oparta na PostgreSQL, przynajmniej tyle dobrego. Mamy jeszcze kilka spraw do obgadania. Z rozmyślań wytrącił go głos siepacza. Weszli do mieszkania.
Masz jeszcze coś z procentami? Zapytał z zadowoleniem siepacz. WS otworzył barek. Nieee... Siepacz pokręcił nosem. Same wina i likiery? Na pewno nie masz czystej? Niestety nie - odparł WS. Mam za to w lodówce gin. Obleci. A tonic? Niestety też nie. Neoliberałowie zapierdolili mi przedwczoraj z lodówki. Odrzekł WS z wyraźnie widoczną złością w oczach. Mamy ważniejsze problemy WS. Uspokoił go drugi siepacz. Jakie? Gdzie leży prawda WS? WS spojrzał poważnie na siepaczy. Nie wiem, ale na pewno nie pośrodku. Powiedział dobitnie i otworzył lodówkę, po czym zamknął ją z trzaskiem. O kurwa! Co tu się odpierdala?! Spojrzał podejrzliwie na siepaczy. To wasza sprawka. Syknął WS. Siepacze spojrzeli na niego ze zdziwieniem. O co ci chodzi? Znowu masz fazę? Widziałem w lodówce kota Prezesa... A, o to ci chodzi. To normalne. Odparł siepacz i zaśmiał się. Prezes lubi czasami wysyłać sierściucha do lodówek totalniaków. Przecież ja kurwa nie jestem z tymi idiotami! Warknął WS. Widocznie błąd w procedurze teleportacji, albo Prezes miał dzisiaj taki kaprys. Bardzo, kurwa, śmieszne... Mruknął WS pod nosem i ostrożnie otworzył lodówkę. Kota już nie było. Wyjął butelkę z ginem i odkręcił, po czym rozlał alkohol do szklanek siepaczy. Sobie nalał do małego słoika po musztardzie. Co ty wyprawiasz??? Zapytał z nieukrywanym zdziwieniem jeden z siepaczy. Przecież nie jestem "normalny". WS uśmiechnął się i puścił oko. W sumie racja. Siepacze zaśmiali się. Wczyscy trzej przechylili naczynia.

Mamy pierwsze pytanie. Co myślisz o technologii blockchain? Zdecentralizowane rejestry, głosowanie elektroniczne, demokracja bezpośrednia/płynna, hemoglobina i te sprawy. Wyklarował pierwszy siepacz. Fajna sprawa, tylko drzewa Merkla są bardzo kapryśne. Usychały mi po tygodniu. Jest z nimi większy problem niż z drzewkami bonsai. Miałem dwa razy sageretię i wylogowywała się po miesiącu za każdym jebanym RAZEM! WS chwycił za słoik. Ty masz nas za kretynów?! Zapytał ze wzburzeniem pierwszy siepacz. Nie zaczynajcie znowu awantury. Rzucił drugi siepacz. Mamy o wiele ważniejsze sprawy niż jakiś głupi blockchain i usprawnianie procedur wyłaniania reprezentantów obywateli, a mianowicie zdjęcie krzyży w szkołach i powieszenie tęczowych flag, w każdej klasie Koran w ramach integracji kultur oraz lekcje ateizmu w wersji antyklerykalnej. Co o tym myślisz WS? WS skamieniał. Teraz to wy robicie ze mnie kretyna, prawda? Mówię jak najbardziej poważnie - odparł siepacz. To są postulaty Nowego Europejskiego Człowieka XXI wieku. Wyrecytował z dumą siepacz. Chyba degenerata umysłowego wydanego przez dogorywający Okcydent. Zakpił WS. Czy nie uważacie, że te postulaty są, delikatnie rzecz ujmując, niekompatybilne? Powiedział spokojnie WS. A dosadnie rzecz ujmując, to jest robienie kurwy z logiki!!! WS wstał wściekły i zaczął krążyć po salonie. Znowu się wkurwiłem! W oczach WS widać było wściekłość. Siepacze nerwowo dopijali w milczeniu resztki ginu. WS spojrzał na NICH. Wydawało mu się, że leciutko uśmiechnęli się. Nie był pewien, czy faktycznie ich usta wykrzywiły się delikatnie w lekkim uśmieszku, czy tylko mu się to wydawało. Z czego się kurwa cieszycie?!!! Wypalił do NICH wściekły WS. W sumie to racja. To jest tak debilne, że aż ciężko to pojąć... Dodał już nieco spokojniej WS.

Cholera! Powiedział do siebie WS i klepnął się w czoło. Zapomniałem o liście poleconym z Urzędu Skarbowego. Wczoraj do mnie przyszedł. Podbiegł do biurka i wyjął z szuflady list. Rozdarł kopertę. Z głośników wydobywał się energiczny kawałek LazerHawk - "Electric Groove". Siepacze nalewali sobie gin do szklanek. ONI stali nadal jak posągi. WS szybko przeskanował list. "UPOMNIENIE" Co??? WS zmarszczył brwi. Sprawdził NIP na druku upomnienia. LGBTQWERTYRTVAGDGCCXMLC++ Wszystko zgadzało się, to był jego NIP. Niezawodna Poczta Polska dostarczyła list po dwóch tygodniach od daty wystawienia upomnienia, mimo że urząd był w tym samym mieście. WS spojrzał na tabelkę. Miał do zapłacenia zaległy podatek VAT za pierwszy kwartał 2018 w kwocie 23 zł, w tym 2 zł odsetek na dzień wystawienia i koszty upomnienia wynoszące 11,60 zł. W sumie 36,60 zł. Do tego miał sam sobie doliczyć odsetki od dnia wystawienia upomnienia do chwili uiszczenia należności wobec US w ciągu 7 dni od daty otrzymania listu. 8% za każdy dzień zwłoki. WS podrapał się w głowę zdezorientowany. Przecież zapłacił tyle ile wyliczyła aplikacja do księgowości i za jej pomocą przelewał VAT na konto US. Co tam przysłali? Zapytał znad stolika jeden z siepaczy. Sami spójrzcie. WS podał list siepaczom. No no, podpadłeś skarbówce kolego. W głosie siepacza dało się wyczuć nutkę ironii.

Przecież mają mój e-mail, telefon, numer konta. Po co przysłali mi tą makulaturę i to tak późno? W dodatku mam płacić za opóźnienie jakie wprowadziła Poczta Polska. Strata czasu ich i mojego, koszty przesyłki, marnowanie papieru - co z ekologią? Zapytał WS zbity z tropu. Witamy w XXI wieku! Zadrwił pierwszy siepacz, nalewając sobie gin, po czym zaśmiał się głośno. Kurwa! Kiedyś w US pomylono się w dziale księgowym i uznano, że nie odprowadziłem podatku dochodowego za umowę podpisaną z podwykonawcą. Kwota rzekomej zaległości wynosiła ponad 1000 zł plus odsetki! Musiałem stracić czas i osobiście pofatygować się do US, bo podatek zapłaciłem w terminie co do grosza. Środki zostały mi wtedy ściągnięte z konta firmowego w trybie natychmiastowym, bank obciążył mnie opłatą 15 zł za przelew ekspresowy. Na miejscu okazało się, że pani z działu księgowego pomyliła kolumny w aplikacji księgowej... Oczywiście musiałem zapierdalać między pokojami i piętrami jak Asterix z Obeliksem w "12 pracach Asteriksa". Panie urzędniczki były wyraźnie przejęte i zmieszane tą pomyłką, pieniądze wraz z odsetkami zwrócono mi, ale za zmarnowany czas i koszty przelewu nikt mi nie zapłacił. Dlaczego za swoje błędy mam płacić ja, a za błędy urzędników także ja? Zapytał WS retorycznie. Super system kurwo! Super system! Rzucił drugi siepacz i zarechotał. Pierwszy siepacz mu zawtórował. Unieśli szklanki z ginem i stuknęli się nimi. Widzę, że wam wesoło panowie. Skomentował z niesmakiem WS, po czym sam nalał gin do słoika i w milczeniu pił małymi łykami patrząc się na monitory. Co z tym zrobisz WS? Zapytał siepacz. Pierdolę to. Zapłacę i nie będę wnikał co i jak... Czemu? Zapytał siepacz. Oczy WS zabłysnęły. Bo mnie kurwa stać!!! Wykrzyknął WS z obłędem w oczach i zatoczył się od śmiechu. Śmiał się długo i nie zamierzał przestać.

Na granicy stabilności

Mam jedną pierdolną schizofrenię
Zaburzenia emocjonalne, proszę puść to na antenie
Powiem Ci że to fakt, powiesz mi, że to obciach (hah)
Pierdolę Cię, i tak rozejdziesz się po łokciach
Bo ja jestem Bogiem, uświadom to sobie (sobie)
Słyszysz słowa, od których włos jeży się na głowie
O rany, rany, jestem niepokonany
H-I-P H-O-P bez reszty oddany
Przejebany, potencjał niewyczerpany
Chyba w DNA on był mi dany
(...)
I wiesz co mnie boli
Że w głowach się pierdoli
Zakłócony
Pokój ludziom dobrej woli
(...)
"Tylko śmieszkizm jest ciekawy." Abraham Lincoln
W polu widzenia WS-a zaczęły pojawiać się komunikaty diagnostyczne.

1% protocol loaded successfully.
Honk mode activated.
CPU load: 270%
Connecting to Source in 5 seconds...

WS zataczał się ze śmiechu po całym salonie. Siepacze zaniepokojeni postawili szklanki na stoliku. ONI z uwagą obserwowali sytuację.

Connecting to Source in 4 seconds...
Connecting to Source in 3 seconds...
Connecting to Source in 2 seconds...
Connecting to Source in 1 seconds...
Connection established successfully.

WS przestał się śmiać. Umysł wypełniły przebłyski informacyjne niesione na wzbierającej fali chaosu prosto ze Źródła.

CPU load: 310%
Downloading data from Source started.
Downloading data from Source finished.
Disconnecting from Source...
Connection closed.

WS spojrzał na siepaczy. Mam pomysł! Namaluję Maryję z tęczową aureolą i zbadam bUl dupy wybranych grup społecznych! Wypalił WS. Następnie wrzucę na mojego fejsika! Myślę, że nabiję sobie plusy dodatnie u Cukrowej Góry. WS zarechotał i zatarł ręce. Wtedy przyjdzie czas na namalowanie Mahometa w tęczowym turbanie i wrzucenie na fejsika. Ciekawe jak długo będę cieszył się swoim profilem na FB? WS puścił oko do siepaczy. Siepacze zaniemówili ze zdziwienia. ONI delikatnie uśmiechnęli się. WS był teraz pewien, że jednak ONI mieli bekę z tego tematu i kretynów angażujących się w niego. Nie wydawało mu się. Spojrzał na NICH. Szanuję was panowie i chylę czoła. WS wypowiedział te słowa z nabożną czcią. ONI nie zareagowali. W tym szaleństwie jest metoda... Rzekł do siebie WS i nalał gin do słoika.
Nagle do wnętrza salonu, przez otwarte wyjście na taras, dotarł obłąkańczy krzyk. Widziałem plekśa, memplekśa! Plekśa, memplekśa! Widziałem cyber-naziola! Talent nie iśtnieje! Dziesięć tyśięćy godzin! Genialni idioci! Jeśtem pśichologiem, raćjonaliśtom i śćeptikiem! Roźpraćowałem cię podły draniu!!! Odwróćone podwójne wiąźanie! Nóż ci w plecy socjopato z kalkulatorem! Ja nie śtośuję mowy nienawiści i jeśtem pśećiwko groźbom! Łotabałtiźm widźę! Jeśtem mondly i śupel analitićny. Ćiśta logika! Mam cię! Siepacze spojrzeli pytająco na WS-a. ONI delikatnie uśmiechnęli się. WS podszedł ze słoikiem do wyjścia na taras i wziął łyk ginu, po czym ryknął na całe gardło. Zamknij mordę debilu i wypierdalaj stąd!!! Możesz mi naskoczyć przygłupie!!! Widziałem cyber-naziola! Plekśa, memplekśa! Nie dawał za wygraną śmieszny człowieczek biegający wokoło latarni i wymachujący rękoma, jakby oganiał się od natrętnych owadów. Pierdol się głąbie! WS zamknął z trzaskiem drzwi tarasu, podszedł do stolika i odstawił pusty słoik. Ten pokurwieniec co jakiś czas kręci się tu wieczorami i drze mordę pod moim tarasem. Wydaje mu się, że jest mądrzejszy ode mnie, ale jest tak tylko w jego subiektywnym mniemaniu małego scjentystycznego robaka z deficytami poznawczymi i brakiem jakichkolwiek talentów twórczych, a także zaawansowanej introwertycznej intuicji. Kastrat umysłowy - tzw. "lewicowy sceptyk-racjonalista". Nie jest w stanie pojąć, że można wykonywać jakąś twórczą czynność na poziomie wyższym niż przeciętny, niemal z marszu bez jakichkolwiek ćwiczeń, a następnie doskonalić ją treningiem, aby ją jeszcze bardziej rozwinąć. Po prostu siadasz i robisz swoje, bez szkół, szkoleń teoretycznych i treningów. Jego móżdżek pseudo-inteligenta nie jest w stanie tego pojąć. Skomentował WS ze złośliwym uśmiechem. Jebać lewackich głąbów! ONI kiwnęli potakująco głowami. Siepacze zaśmiali się. WS także parsknął śmiechem. Cała piątka śmiała się z głupka biegającego pod tarasem i wykrzykującego swoją pararacjonalną mantrę.
Panowie wybaczą, ale muszę udać się do toalety. WS skierował swoje kroki do łazienki. Minął ICH i wyszedł z salonu. Siepacze siedzieli przy stoliku i dopijali resztki alkoholu. Zapalił światło i zamknął drzwi. Ostrożnie otworzył spłuczkę i wyjął mały plastikowy pojemnik. Otworzył go i wyjął komunikator. Założył miniaturowe słuchawki i przyłożył komunikator do ust. Agent Blablak do oficera prowadzącego Mariana Jaskółki. Zgłoś się. Mam tutaj siepaczy Kaczafiego w sile dwóch. Są jeszcze ONI - też dwóch. Czekam na dalsze instrukcje. Przyjąłem agencie Blablak. W słuchawkach rozbrzmiał głos oficera prowadzącego. Niestety nie możemy ci pomóc. Wszystkie siły furiatów na KODeinie są rzucone na odcinek Wiosny. Musisz radzić sobie sam. Bez odbioru. Głos w słuchawkach zamilknął. Kurwa, nigdy nie można na nich liczyć, kiedy są najbardziej potrzebni. Pomyślał z goryczą WS. Zdjął słuchawki, schował w pojemniku, który umieścił w spłuczce. Zamknął spłuczkę i spuścił wodę.

Sygnały

I will never forget the first sensations I experienced when it dawned upon me that I had observed something possibly of incalculable consequences to mankind...
I felt as though I were present at the birth of a new knowledge or the revelation of a great truth... The feeling is constantly growing on me that I had been the first to hear the greeting of one planet to another. A purpose was behind these electrical signals...
"Wiem co ćpiem, pierdolony GojU!" WS
Sowy nie są tym czym się wydają.
Dreamstate Logic manifests in the form of a constantly evolving futuristic downtempo/ambient/electronic
soundscape containing the energy of all the thoughts, emotions, and experiences of his
own personal journey through inner and outer space.
WS poprawił czarne bokserki Calvin Klein, strzepnął jasny paproch z rękawa czarnej koszulki NewRetroWave i spojrzał w lustro. Wpierdoliłeś się po uszy WS... Wyszeptał do siebie i uśmiechnął się beztrosko. Odkręcił wodę i przemył twarz. Sięgnął po niebiesko-fioletowy ręcznik na którym były naszyte srebrnymi nićmi cyrkiel i węgielnica oraz litera "G". Wytarł powoli twarz. Zastanawiał się jak pozbyć się nieproszonych gości. Był umówiony tego wieczoru na kawę u pana Jana z Domu Białego Człowieka, a ci gamonie psuli mu piątkowy harmonogram. Potem miał poszaleć na autostradzie przy rytmach LazerHawk - "Redline" oraz klimatycznych kawałkach Roberta Parkera. WS złapał za klamkę drzwi łazienki, otworzył drzwi zdecydowanym ruchem i stanął jak wryty. Co jest kurwa... Wymamrotał WS. Za drzwiami nie było przedpokoju tylko kompletna ciemność. Nieprzenikniona czerń. WS ostrożnie wysunął prawą dłoń przed siebie. Nic się nie stało. Wykonał krok naprzód poza próg łazienki. Podłoże było twarde, ale nadal nic nie widział. Obejrzał się za siebie. Chwilę wahał się, ale w końcu wyszedł z pomieszczenia. Ponownie odwrócił się i wpadł w panikę. Za nim była kompletna ciemność, wyjście z łazienki zniknęło. WS stracił orientację, nie wiedział czy stoi, leży, czy też spada. Wziął głęboki wdech i stłumił pierwotny lęk. Jedno było pewne. Nie był już w swoim mieszkaniu. Włączył podświetlanie wyświetlacza w zegarku. Spojrzał na godzinę i ponownie zamarł ze zdziwienia. Na wyświetlaczu jarzącym się niebiesko-fioletową poświatą była widoczna godzina 19:81. Zamknął na chwilę oczy w nadziei, że gdy je otworzy, będzie nadal w swoim mieszkaniu, a to wszystko okaże się koszmarnym snem. Otworzył oczy. Wokoło nadal panowała ciemność. Spojrzał ponownie na zegarek. Włączył podświetlenie. Niebiesko-fioletowa poświata rozświetliła ciemność. Na wyświetlaczu zamiast godziny widoczny był napis: INTJ-T.

Systemy

WS wpatrywał się w napis na wyświetlaczu i zastanawiał się co oznacza. Podświetlenie zgasło. Nie zdążył ponownie go włączyć, ponieważ spostrzegł, że otaczającą ciemność zaczyna wypełniać delikatna zielona poświata. WS podniósł wzrok. Przestrzeń naokoło wypełniały świecące na zielono symbole. WS z zainteresowaniem przyglądał się im. Rozpoznawał niektóre z nich - były to litery alfabetu łacińskiego, ale i inne znaki systemów pisma używanych na Ziemi obecnie jak i w przeszłości. Jednak niektóre z nich były mu kompletnie nieznane. Być może były to stare ziemskie znaki, których po prostu nie miał okazji poznać albo znaki nie pochodziły z Ziemi. Symbole powoli zaczęły przemieszczać się i układać w wyraźne wzory. WS zafascynowany obserwował grupowanie się znaków i analizował wzorce według których symbole układały się. Nagle wszystko zgasło i zapanowała kompletna ciemność.

WS zamknął na chwilę oczy, odczekał kilka sekund i ponownie otworzył. Przed oczami WS ukazała się ogromna równina spowita w mroku, jednak oświetlona na tyle dobrze, że WS zaczął orientować się w przestrzeni. Unosił się wysoko nad równiną pokrytą plątaniną torów kolejowych. Zwrotnice, tunele, wiadukty ciągnęły się aż po horyzont z każdej strony. Równina nie zdawała się mieć końca i była kompletnie płaska. Jednak tory przebiegały w jednym kierunku, który dało się wyodrębnić z tej plątaniny. WS spojrzał wzdłuż linii torów. Na horyzoncie dostrzegł po lewej stronie czerwoną łunę. Po prawej świeciła niebiesko-fioletowa łuna. Między tymi światłami na horyzoncie lśniła bardzo delikatnie biała poświata. WS śledził wzrokiem plątaninę torów i nagle zobaczył, że po jednym z torów mknie z ogromną prędkością samotny pociąg. Lokomotywa i wagony odbijały srebrną powierzchnią czerwone i niebiesko-fioletowe światło oświetlające delikatnie równinę. Pociąg wyglądał futurystycznie, lokomotywa miała opływowy kształt i była połączona z wagonami. Pociąg wyglądał jak elektryczny zespół trakcyjny, ale bez trakcji. WS zastanawiał się co go napędza, bo lokomotywa nie miała też komina. Pociąg rzucał przed sobą długi snop światła rozświetlający pogrążoną w półmroku równinę. WS obserwował jak pociąg przejeżdża przez kolejne zwrotnice, znika w tunelach i wjeżdża na wiadukty rozpostarte nad torami z innych odgałęzień. Pociąg zmierzał w kierunku świateł na horyzoncie. Horyzont w kierunku z którego jechał pociąg niknął w ciemności delikatnie rozświetlanej szarą poświatą pozwalającą dostrzec granicę między niebem i powierzchnią równiny. WS chwilę analizował trasę jazdy pociągu i wywnioskował, że z każdą zmianą toru kierunek jego jazdy odchyla się w lewą stronę. Pociąg z każdą przejechaną zwrotnicą wyraźnie zmierzał w stronę czerwonej łuny, mimo, że czasami jego tor jazdy odchylał się w stronę niebiesko-fioletowej łuny. Każda zwrotnica otwierała nowe trasy do wyboru, ale też bezpowrotnie zamykała inne dostępne wcześniej przed jej przejechaniem. WS ze zdziwieniem uświadomił sobie, że zna nazwę tej równiny - Platonia.
We do not create our destiny; we participate in its unfolding. In every moment the universe is whispering to you.

Migawki

Był ciepły jesienny wieczór. WS samotnie przemierzał ulice dużego miasta gdzieś na południu Europy. Szedł marszowym krokiem wpatrzony w dal i analizował otoczenie. W uszach miał białe słuchawki Apple. Elektryczne sygnały, generowane przez schowany w wewnętrznej kieszeni czarnej kurtki nowy biało-złoty Apple iPod Touch, wzbudzały drgania mechaniczne membran, które układały się w rytmy synthwave. Niestety czarno-grafitowe odtwarzacze zostały już wyprzedane, gdy kupował następcę starego i sprawdzonego odtwarzacza COWON J3, który doznał usterki mechanicznej. Na nogach zaś miał ulubione sneakersy New Balance model 500. Były idealne do szybkich marszy po mieście jak i biegania za odjeżdżającymi autobusami. Minął parę homoseksualistów trzymających się za ręce. Miał wyjebane. Przeszedł przez skrzyżowanie i minął kolejną parę - nadal miał wyjebane. W myślach stwierdził, że byli nawet fajnie ubrani. Gdyby nie trzymali się za ręce, nawet nie podejrzewałby ich o bycie homo. Przeszedł kilkanaście metrów i ujrzał przed sobą bezdomnego murzyna, który siedział na chodniku z całym swoim dobytkiem pod wystawą sklepową. Dwie walizki, jedna mała brązowa i większa czerwona, leżały na kocu, którym był częściowo owinięty ich właściciel. WS zwolnił krok i skupił swoje spojrzenie na bezdomnym. Patrzył na niego beznamiętnie. Nie uruchamiał podprogramu empatii, bo i tak nie zmieniłby położenia siedzącego u jego stóp człowieka, więc szkoda mu było zasobów obliczeniowych na pracę zbędnego procesu. Co miał zrobić? Sklecić naprędce jakiś transparent i oprotestować system jak "lewaki"? Czasami zastanawiał się, kto tu był "normalny", a kto nie. Jednak mimo wszystko pomyślał, że mógłby mu dać jakieś pieniądze. WS przystanął i zaczął przeszukiwać kieszenie. Niestety nie miał przy sobie gotówki. Nagle jego zimne spojrzenie spotkało się ze wzrokiem patrzącego na niego murzyna. WS zobaczył w jego oczach smutek i rezygnację. Ciekawe jaką historę mógłby mu opowiedzieć? Pomyślał WS. Jaka była sekwencja zdarzeń, która doprowadziła go tu, gdzie był teraz - na chodnik pod sklepem, gdzie siedział u stóp ubranego na czarno przybysza z Europy Środkowo-Wschodniej, który mierzył go zimnym spojrzeniem. WS zaczął bezwiednie budować hipotetyczną mapę zależności przyczynowo-skutkowych i rozważać warianty zdarzeń, ale po chwili uświadomił sobie, że to bez sensu i ocknął się. Był tu i teraz. Stał nad bezdomnym i patrzył na niego. To był jeden z podprogramów nad którym nie miał pełnej kontroli - uruchamiał się czasami automatycznie i musiał go ręcznie zatrzymywać. Marnował zasoby obliczeniowe i wywłaszczał podstawowe procesy związane z komunikacją z otoczeniem. Drugi program nie dawał się zatrzymać i cały czas pracował w tle - program gniewu. Reszta była pod kontrolą i ładowana na żądanie. Nauczył się trzymać ten podprogram na niskim priorytecie. Jednak ten podprogram wiele razy wyratował go też z opresji i to był fakt niepodważalny. WS przerwał kontakt wzrokowy i spojrzał na zegar w telefonie. Była godzina 19:81. Czas uciekał sekunda za sekundą... Migawka za migawką... Konfiguracja za konfiguracją... Chwilę patrzył na zegar, po czym schował telefon do kieszeni i ruszył dalej przed siebie.

WS ponownie oddał się rozmyślaniom i budowie drzewa decyzyjnego: (co jeśli..., co jeśli... (co jeśli..., co jeśli... (co jeśli... (co jeśli...)), co jeśli...)). To był chyba ten "whataboutism", znienawidzony przez rozemocjonowanych i nadmiernie czujących "lewaków". On go uwielbiał. Bez niego nie wyobrażał sobie funkcjonowania w Świecie Klauna. Tylko on nie był przecież "normalny". "Wykorzystaj to!" Znowu usłyszał w głowie ostatnie słowa doktorka. WS zaczął analizować tych wszystkich aktywistów i wielkomiejskich liberalno-demokratycznych fajnistów. Byli zabawni i jednocześnie żałośnie żenujący oraz naiwni. Byli też hipokrytami, często nieświadomie. Fanatyczna krytyka korporacyjnego kapitalizmu i otaczanie się zabawkami z logiem jabłka, ostry lans w mediach społecznościowych należących do korporacyjnych gigantów, itd. Sam co prawda zainstalował dla zabawy podprogram fajnizmu i śmieszkizmu, aby sprawdzić nowy mikroprocesor, który zastąpił mu kalkulator, jednak miał w dupie cały ten cyrk, tych wszystkich fajnistów z Instagram-a, FaceBook-a i Twitter-a. To był tylko mimetyzm, aby być bardziej "normalnym" w rozumieniu sieciowego kolektywu - samotnego tłumu. Nic więcej. Produkty z jabłkiem były pragmatycznym wyborem, a nie wyrazem mody i uzależnienia od "rezerwatu" giganta z Cupertino. Telefonu nie miał zamiaru zmieniać na produkt Apple, bo był zadowolony z systemu i marki, której używał od lat. Była to też zabawa w udawanie hipsterek i feministyczno-tęczowych instagramerek uważających się także za lepiej wykształcone od mężczyzn, bo głównie one odstawiały ten cyrk w sieci. Hipsterzy zazwyczaj pajacowali w realu i byli mniejszą inspiracją niż ich żeńskie odpowiedniki. To nie był on, a jego świadomie spreparowana kreacja. Jedna wielka szopka, maskarada, przedstawienie, iluzja kolorowego i idealnego życia bez zmartwień. Fajniści kurwa... WS też to potrafił - nic nadzwyczajnego. Miał na wyposażeniu znacznie ciekawsze podprogramy, których nie mieli i nie mają fajniści. W dodatku i tak nie byliby ich w stanie załadować i wykonać. W sieci na serwisach społecznościowych wielcy władcy życia i wojownicy o sprawiedliwość społeczną, klimatyczną, płciową i Demiurg wie jaką jeszcze, a realnie strzępy ludzi ze zwichrowaną psychiką, zdiagnozowaną depresją, borderline, fobiami, FOMO, sromo, byli lub aktualni pacjenci szpitali psychiatrycznych i gabinetów psychoterapii ze sznytami na rękach, tatuażami pokrywającymi nawet dłonie oraz farbowanymi na wściekłe kolory włosami. A pod deklem nadal najebane. Kurwa, co za combo! Oto aktywiści miejscy, wojownicy o lepszy świat, uczestnicy tęczowych parad i innych absurdalnych inicjatyw mających "naprawić" system. Ich przeciwnicy wcale nie lepsi... Jakieś "Armie Boga", ataki w kilku na jednego w imię "Wielkiej Polski" i inne idiotyzmy. WS przerwał rozmyślania. Bezdomny nadal tam był i siedział. WS uśmiechnął się do siebie. Świat Klauna w najczystszej postaci. Produkty schyłkowej fazy zachodniego kapitalizmu. WS doszedł do prostej konstatacji wiele lat temu, zanim ktokolwiek usłyszał, o sławnym dziś, Jordanie Petersonie: jeśli chcesz naprawić system, zacznij od posprzątania burdelu w swojej głowie, potem w swoim otoczeniu i życiu, a następnie jeśli starczy ci sił, chęci i potencjału umysłowego, zabierz się za sprzątanie burdelu na zewnątrz. Chaotyczne miotanie się i kretyńskie pyskówki w Internecie, czy na ulicy, bez przemyślanego, wieloetapowego planu nie mają najmniejszego sensu - lepiej wyluzować, otworzyć browara i powalić się na kanapie off-line. Proste i logiczne, a i zdrowie psychiczne zachowane. Dlatego WS od dawna nie wdawał się w jakiekolwiek dyskusje, poza kilkoma wyjątkami, kiedy nie mógł już wytrzymać poziomu absurdu i nagromadzenia bzdur w Świecie Klauna. Wolał zająć się sobą. Jednak był przecież "idiotą i psycholem", Sebiksem spod bloku, mizoginem i faszystą, nie to co ci wszyscy liberalno-lewicowi(e) poeci/poetki, literaci/literatki, aktorzy/aktorki, filmoznawcy/filmoznawczynie, reżyserzy/reżyserki, celebryci/celebrytki, psycholodzy/psycholożki, genderystki i inni "eksperci" autorytatywnie wypowiadający się na tematy, o których nie mieli pojęcia, plotący bzdury raz za razem bez mrugnięcia okiem, w gazetach, radiu i telewizji. Oni mogli, bo tak, bo byli autorytetami z nadania, wielkimi analitykami, logikami i strategami - znawcami systemu na wszystkich poziomach, wielkimi architektami Nowego Ładu XXI wieku. Świat Klauna rozwijał się intensywnie. Ich przeciwnicy ideologiczni prezentowali odmienny stan głupoty i szaleństwa. Pranie mózgu serwowała jednak każda ze stron. Wszystkie strony wykazywały syndrom oblężonej twierdzy nakręcając się wzajemnie. Kwiat głupoty zakwitał w najmniej oczekiwanych miejscach, pnącza umysłowej zarazy oplatały instytucje akademickie, urzędy i media - wdzierały się do prywatnych domów przez odbiorniki telewizyjne i radiowe, ekrany komputerów oraz smartfonów. WS nic sobie nie robił z ich tytułów i pozycji społecznych, bo znał prawdę o nich, wielokrotnie zweryfikowaną przez prozę życia. Nie robiło na nim wrażenia akademicko-humanistyczne pierdolamento o niczym i szafowanie "lamusem kikutów". WS swoje wiedział i widział. Oczekiwał konkretów. Śmieszyła go słowna wirtuozeria w stylu "interferencja zarysów" zamiast "zakleszczenie przekładni", czy ględy o neoliberalnej hegemonii rozrywającej lewacką duszę, z których absolutnie nic nie wynikało. Świat Klauna. No cóż - przedstawienie musi trwać. Każdy gra swoją rolę, nieważne jak głupia by ona nie była, chociaż każdy może ją w pewnym zakresie zmodyfikować w kierunku pozytywnym lub negatywnym. To drugie akurat nie wymaga wiele wysiłku i samoświadomości. To pierwsze jest znacznie trudniejsze do uświadomienia, a tym bardziej do wykonania. W ogólnym rozrachunku liczyła się tylko bieżąca analiza rzeczywistości i widzenie jej taką jaką ona jest oraz ekstrapolacja najbardziej prawdopodobnych linii czasowych dla bieżącego węzła zdarzeniowego, w którym rezydowała jego świadomość wewnętrznego obserwatora sprzężonego z umysłem i osobowością uwięzionymi w biologicznym interfejsie do eksploracji planu materialnego na tym poziomie sieci. Obserwacja synchronizacji linii czasowych była ciekawym doświadczeniem, a niekontrolowane przeskoki między liniami jeszcze ciekawszym. Wielki Programista ma poczucie humoru - trzeba to przyznać.

Każda konfrontacja z systemem umacniała go. Zbijał pionki na szachownicy życia i instalował kolejne podprogramy. WS zaczął wybiórczo studiować literaturę z zakresu psychologii i parować intuicyjnie sklasyfikowane zachowania ludzkie, jakie miał w pamięci pod postacją hashy, z oficjalnymi terminami psychologicznymi. Wewnętrzna mapa zaczynała być uzupełniana o formalne etykiety, jednak większość sklasyfikowanych zachowań ludzkich nadal miał zapisaną w jego wewnętrznej reprezentacji nie poddającej się łatwej werbalizacji, ale dostępnej na jego własny użytek. Nie musiał szafować tym naokoło, miał w dupie pisanie blogów o wszystkim i niczym oraz inne tego typu bzdury nie wnoszące nic wartościowego do przestrzeni publicznej w Świecie Klauna, a powiększające tylko i tak już ogromny szum informacyjny. WS dokonał komparacji swoich charakterystyk z formalnymi opisami - zgodność była całkowita. On kontra dyplomowane matoły z zespołu interdyscyplinarnego - 10 : 0. Miał rację - tak jak zazwyczaj. Był znowu górą, kurwa mać. Jebać system i jego pionki. WS uśmiechnął się szelmowsko. Zatrzymał się i wyjął odtwarzacz Apple iPod Touch z kieszeni kurtki. Wywołał menu i ustawił odtwarzanie utworu LazerHawk - "Cool Breeze". Schował urządzenie do kieszeni kurtki i ruszył dalej w drogę, kontynuując swoje analizy.

Miał być aspergerem, psychopatą, socjopatą, schizofrenikiem paranoidalnym, cyklofrenikiem, idiotą, psycholem, świrem, narcyzem, makiawelistą, histrionikiem, sadystą, cynicznym draniem, reptylianinem, Żydem, lewakiem, prawakiem, faszystą, protofaszystą, tożsamościowcem, rasistą, komuchem, ateistą, katofaszystą, nazistą, satanistą, robotem, przemocowcem fizyczno-psychiczno-ekonomicznym, terrorystą, Hitlerem IT, oślizgłym typem, bucem, jors truly, iluminatą, masonem i cyklistą. Ostatecznie zgadzały się trzy ostatnie epitety. Epitety uznawane za obraźliwe, ale nie przez WS-a. Iluminatą nazywali go znajomi, ze względu na pewne intrygujące zdolności mentalne. Niestety nie kontrolował tego, to działało jak czarna skrzynka w jego umyśle i nigdy nie wiedział, kiedy uruchomi się i co z niej wyskoczy. Zwłaszcza te najciekawsze funkcje były najmniej przewidywalne. Ważne, że to działało i działa. Nieistotne jak i dlaczego. Liczy się efekt końcowy. Czysty pragmatyzm. Nie był Żydem - badania DNA wskazywały, że był prawie czystym Słowianinem z domieszką Skandynawa. Niewątpliwie był też cyklistą - lubił długie wycieczki rowerowe, a na drogę masońską wszedł nieświadomie w wyniku wielu dziwnych zbiegów okoliczności, jak i kilkukrotnych obserwacji niewyjaśnionych zjawisk (także w obecności różnych świadków). Z niewojującego agnostyka stał się wiedzącym poszukiwaczem - wiedział, że coś "tam" jest, ale nie wiedział co. Prawda nie pochodziła stąd. Miał tylko kilka punktów zaczepienia - reszta była domysłem oraz dziwnymi olśnieniami intuicji, weryfikowanymi następnie w konwencjonalnych źródłach wiedzy z zastosowaniem logiki rozumu. Jednak nadal nie wierzył, bo już wiedział, a wiedza jest zaprzeczeniem wiary, ale wiedza ta cały czas była i jest wysoce niekompletna. Większość prób wglądu i zejścia na dno rzeczywistości kończyła się odbiciem od granicy poznania. Większość to nie znaczy wszystkie...
Ostatecznie jeden z jego przodków okazał się masonem. WS rozpoznał w nim wolnomularza po stylu i tematyce pisanych przez niego artykułów prasowych jak i tematyce książek z jego biblioteki, w posiadanie których też wszedł jak zwykle szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Uznał go za łebskiego gościa, myślącego postępowo i niedogmatycznie, właśnie jak mason. Był on też uzdolnionym artystą malarzem oraz działaczem społeczno-politycznym w USA. Domysły WS-a tradycyjnie potwierdziły się, gdy odnalazł grób swojego przodka oraz ślady w amerykańskich pismach wolnomularskich. Kolejne elementy układanki wskakiwały na swoje miejsca, tak jak zawsze. WS uwielbiał ten proces w każdej postaci. Spiseg wisiał w powietrzu. Po latach w końcu zrozumiał kim był i jest. Był WS-em! Po prostu! I był z tego dumny. Doktorek najwyraźniej to wiedział. WS wyjął telefon i spojrzał na mapę w poszukiwaniu linii autobusowej. Ze słuchawek wydobywał się utwór GUNSHIP - "When you grow up, your heart dies". Jego serce nigdy nie umarło, bo go nie miał - on miał przecież kalkulator, a teraz uniwersalny mikroprocesor. Tak przynajmniej o nim mówili. I bardzo dobrze. Wystarczał mu podprogram emulacji empatii i racjonalne współczucie. W Świecie Klauna to wystarcza. Pogodził się z otaczającym go szaleństwem jako stanem naturalnym i domyślnym. Jednak stan ten nie musiał psuć mu nastroju, ani trwać bez jakichkolwiek pozytywnych zmian. Tylko jak ich dokonać? Spojrzał na zegar w telefonie. Czas uciekał sekunda za sekundą...
Piątkowy wieczór w Domu Białego Człowieka. On INTJ-T z zainstalowanym podprogramem ekstrawersji, fajnizmu-śmieszkizmu i jego młodszy brat INTJ-A ze 100% na skali introwersji. Tak jak on, brat miał zdolności rysunkowe od najmłodszych lat. Miał TALENT plastyczny. Czuł perspektywę i potrafił ją przenosić na papier z myśli jak i z tego co widział już w wieku 5 lat. Tak jak WS, z tą różnicą, że WS miał być niedorozwinięty nie tylko pod względem zdolności plastycznych, ale i całkowicie. Miał zostać w zerówce na kolejny rok, ale na szczęście udało mu się uniknąć jej powtarzania. WS nienawidził rysowania szlaczków, paprotek i innego gówna, które go wkurwiało i które uważał za stratę czasu. W wieku 7 lat zdolności plastyczne wykazał także WS. Kreska WS-a różniła się jednak od kreski brata - mieli całkowicie odmienne style rysunkowe. WS używał pewnych i wyraźnych pociągnięć ołówka/cienkopisu/markera, jego brat używał delikatnej i przerywanej kreski. Dodatkowo WS lepiej sprawdzał się w rysowaniu scen statycznych, martwej natury i obiektów technicznych. Jego brat lepiej rysował postacie i dużo lepiej potrafił ująć ich dynamikę w ruchu. Jednak nie rozwijali swojego TALENTU i wiele lat nie praktykowali. WS ostatnio spróbował zabawy w malarstwo akwarelowe i akrylowe - to jego debiut. Całkiem nieźle jak na pierwszy raz... Będzie zabawnie. Czuł po prostu kolejne pociągnięcia pędzlem, wiedział jaki kształt i rozmiar pędzla wybrać, ile nabrać farby, ile wody, jakie kolory farb wybrać i w jakich proporcjach, w celu uzyskania pożądanej kompozycji kolorystycznej. Po prostu to czuł. Pierwszy obraz malował tanimi pędzlami z sypiącym się włosiem, ale dał radę. Kupił lepsze pędzle i to było to. Wiedział, że kolejne obrazy będą coraz lepsze pod względem technicznym, a abstrakcyjnych pomysłów na kolejne cały czas mu przybywało. Pierwsze obrazy były prostymi wprawkami, więc skupił się głównie na technice, nie treści obrazów. Ograniczał go tylko - czas... WS z bratem poddawali tego wieczoru analizie spierdolenie umysłowe "lewaków" i "prawaków". Co chwila natykali się na zapętlenia i osobliwości. Mieli niezły ubaw. Do czasu gdy doszło do awantury o to, czy muzyka Roberta Parkera jest zajebista - jak uważał WS, czy też zjebana - jak uważał jego brat, mimo, że też lubił synthwave.
WS z trzaskiem zamknął grubą książkę i odłożył na stoliku obok kanapy. Na okładce widoczny był tytuł - "Teoria sterowania debilami - TOM III". Wziął łyk czarnej herbaty z cytryną i zagryzł ciastkiem z czekoladą. Miał nowe ciekawostki do omówienia w Domu Białego Człowieka. To było na serio zabawne i intrygujące zarazem. Wstał i poszedł do przedpokoju. Wyjął buty z szafki. Zdjął kurtkę z wieszaka i wyjął ze schowka kluczyki do samochodu. Wziął w dłoń telefon i wybrał numer z książki adresowej. Słuchaj kurwa jaka zajebista akcja! Normalnie beka. Musisz to usłyszeć. Będę za 20 minut lamusie! Wrzucił telefon do kieszeni kurtki i wyszedł z mieszkania. Zamknął drzwi. Minął po drodze sąsiadkę z zakupami i zbiegł po schodach do garażu.

Gra toczy się dalej

Jutro stało się dzisiaj

33

23

Everybody's here with me
(We) got no camera to see
Don't think I'm all in this world
The camera won't let me roll
And the verdict doesn't love our soul
The digital won't let me go
Yeah yeah yeah
I'll pay (yeah yeah yeah)
When tomorrow
Tomorrow comes today
Stereo I want it on
It's taken me far too long
Don't think I'm all in this world
I don't think I'll be here too long
I don't think I'll be here too long
I don't think I'll be here too long
Yeah yeah yeah
I'll pay
When tomorrow
Tomorrow comes today

13

2-3-74 * 1981 * 1982 * 3-4-17

"I've seen things you people wouldn't believe..."
"Jeśli to zbudujesz, ON przyjdzie..."
"Nie zapomnij o sarkofagu i komorze. Komora musi mieć system awaryjny. Pompy w układzie podwójnym."
667 Bobby Dollar Anubis Yard 997

Po drugiej stronie lustra

Widzę, że martwi cię trasa którą podąża Ekspres Urantia - usłyszał w swojej głowie WS. Zdziwiony zaczął rozglądać się naokoło. Nikogo nie widział. Może wydawało mi się - pomyślał. Nie wydawało ci się. WS ponownie usłyszał głos i śmiech. Kim jesteś? Zapytał w myślach WS. Jestem jednym z Nadzorców Sieci Platonii. Co? WS zdziwony spojrzał w dół. Tego co widzisz poniżej. Jestem Nadzorcą węzła, który jest pod nami. Dziwnie rozmawiać z kimś kogo nie widzę. Odparł WS. Mogę przybrać dowolną formę dla twojej wizualnej percepcji. Jaką wybierasz? Snickersa! Wypalił WS wiele nie namyślając się i zarechotał. Nie bądź bezczelny. Usłyszał w odpowiedzi stanowczy głos Nadzorcy. No to świetlisty humanoid. Odpowiedział bez zastanowienia WS. To moja ulubiona forma. Oświadczył Nadzorca. WS ujrzał przed sobą świetlistą sylwetkę, ale bez szczegółów. Widział tylko zarys świecącego na biało humanoida. Wspomniałeś, że jesteś jednym z Nadzorców. Ilu was zatem jest i ile jest węzłów? Zapytał zaintrygowany WS. Tego nie mogę ci powidzieć, ale twój węzeł ma numer 2. Odparł Nadzorca. Co jest za horyzontem, tam gdzie to czerwone światło? WS wskazał czerwoną łunę. Nowa Stacja. Odpowiedział Nadzorca. A za niebiesko-fioletową łuną? Też Nowa Stacja. A za tą białą poświatą? Także Nowa Stacja. To co za różncia, którą drogą pojedzie Urantia? Zapytał WS. A jak ci się wydaje? Odparł zagadkowo Nadzorca. Kto wyznacza trasę do Nowej Stacji? Zapytał WS. Nie zastanawiałeś się nad tym, czy to pytanie nie powinno zostać przeformułowane na: czy ktoś wyznacza trasę do Nowej Stacji? Odpowiedział Nadzorca. W jego tonie dało się wyczuć lekkie rozbawienie. A ktoś wyznacza? Zapytał niepewnie WS. Na to pytanie musisz już sobie sam odpowiedzieć. Czy można ingerować w trasę Urantii? Czy ja mam na to jakikolwiek wpływ? Czy ma ktokolwiek? Kto zbudował sieć i dlaczego? Zostaje tylko bierna i świadoma obserwacja procesów? WS zasypał Nadzorcę pytaniami rzuconymi niczym seria z miotacza plazmowego. Nadzorca milczał. Po co tu jestem, skoro nie chcesz mi odpowiedzieć na moje pytania? Zapytał poirytowany WS. Bo byłoby to wbrew Regułom, wbrew Prawu Najwyższego. Wszystko jest lekcją, a praca musi zostać wykonana. Czas na mnie. Odpowiedział Nadzorca i zaczął powoli rozpływać się w ciemności. Czekaj! A co ze mną?! Wykrzyknął wystraszony WS. Otoczyła go ciemność. Zamknął oczy, odliczył do trzynastu i powoli otworzył, bojąc się tego co może zobaczyć. Stał w łazience przed drzwiami z dłonią spoczywającą na klamce.

Świat Klauna

WS zamarł ze zdziwienia. Puścił klamkę. Spojrzał na zegarek. Na wyświetlaczu zamiast godziny widoczny był trójkąt równoboczny - delta. To znowu się dzieje. Pomyślał WS. Ostrożnie otworzył drzwi łazienki. Jego oczom ukazał się pogrążony w półmroku przedpokój. WS wyszedł z łazienki, zgasił światło i zamknął drzwi. Wszedł niepewnie do salonu. Siepacze siedzieli przy stoliku, ONI stali cały czas w tym samym miejscu. Drugi siepacz spojrzał na WS-a z zaniepokojeniem. Dziwnie wyglądasz, jakbyś zobaczył samego Lucyfera. To był tylko Nadzorca. Odparł zdezorientowany WS patrząc bezmyślnie w dal. ONI wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia i zaczęli wpatrywać się w WS-a. Dobre! Masz fantazję i poczucie humoru. Podoba mi się! Zareagował pierwszy siepacz i zaśmiał się. Żarty żartami, a my tu mamy jeszcze ważne sprawy do wyjaśnienia. Co powiesz o ostatnich starciach "Armii Boga" z "Tęczowymi Brygadami"? Tęczowi zostali niehonorowo zaatakowani przez przeważające siły wroga i doznali poważnych strat. WS zastanawiał się dlaczego dostał tak kretyńskie pytanie, ale odpowiedział szczerze - w końcu był w Świecie Klauna. Część życia w dużym mieście XXI wieku. No w chuj szkoda. Nie ma powodów do paniki. Gdzie są moje Snickersy? ONI uśmiechnęli się. Siepacze patrzyli na WS-a ze zdziwieniem wymalowanym na twarzach. Co za szczera, autorytarna, niedemokratyczna i niepoprawna politycznie, a zarazem zgodna z prawdą wypowiedź! Wypalił pierwszy siepacz z błyskiem w oczach. Ktoś już coś podobnego powiedział i dotyczyło to znacznie drastyczniejszych zdarzeń. Kurwa, co za żelazna logika i konsekwencja godna człowieka z mikroprocesorem zamiast serca - człowieka XXI wieku! Skoro powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B. Brawo! Siepacz klasnął z zadowoleniem. WS w myślach dopowiedział: A - powiedział pewien tęczolubny polityk lokalny, B - powiedział WS. WS zaczął się śmiać. Siepacze także. ONI spojrzeli na siebie i również delikatnie uśmiechnęli się.

Pierwszy siepacz powstrzymując śmiech rzucił pytanie. Podobno jesteś parchem czosnkowskim. Prawda to? WS słysząc to pytanie przechylił głowę w tył i jeszcze bardziej zaczął rechotać. Muszę was rozczarować. Jestem Słowianinem, zwykłym wkurwionym Słowianinem. Badania DNA wykazały, że w 93,7% jestem Wschodnim Europejczykiem i w 6,3% Skandynawem. Spiseg!!! WS wydarł się jak opętany i zaczął rechotać. No dobrze, ale teraz to już żarty się skończyły. Nasi informatorzy doniesli nam, że jesteś - tu pierwszy siepacz zrobił pauzę i zniżył ton, dodając szeptem - masonem... Drugi siepacz przeżegnał się i spojrzał na WS-a ze strachem w oczach. WS przestał się śmiać i poważnie popatrzył na siepaczy. ONI z zadowoleniem spojrzeli na WS-a. Zapanowała cisza. WS w końcu przerwał milczenie. Formalnie nie jestem i nie byłem, nie należałem i nie należę do żadnej loży, ponieważ nie lubię sformalizowanych struktur i nadmiernego rytualizmu, ale od dawna podzielałem większość ideałów masońskich, zwłaszcza rytu szkockiego, zanim dowiedziałem się, że coś takiego jak masoneria istnieje. Sam doszedłem do tych koncepcji bez zewnętrznej inspiracji. Dla mnie te poglądy były całkiem naturalne - zdrowy rozsądek ponad wszystko. Miałem jednak w rodzinie wolnomularza rytu szkockiego, więc rodzinna tradycja zobowiązuje. Dodał żartobliwie WS i uśmiechnął się, a następnie złożył dłonie w znak trójkąta. ONI niespodziewanie odpowiedzieli mu tym samym gestem. Siepacze zaskoczeni patrzyli na NICH i na WS-a. WS spojrzał na NICH i pochylił lekko głowę do przodu.
Mamy kolejne pytanie. Oświadczył pierwszy siepacz. Gdzie znajdują się twoje poglądy na osi podziału politycznego: lewica, centrum, prawica? Zapytał siepacz. Co? Wy anachronicy nadal tkwicie mentalnie w XX wieku? W wieku ideologii? WS zapytał z nieskrywanym zdziwieniem i jednocześnie rozbawieniem. Dodajcie do tego drugą oś - otrzymamy płaszczyznę, tzw. diagram Nolana. Widzicie to? Zapytał spokojnie WS. No widzimy. Odparł siepacz. Świetnie, to teraz dodajcie trzeci wymiar - mamy sześcian. Widzicie to? Ponownie zapytał WS. No... widzimy. Odparł po chwili wahania siepacz. Doskonale, teraz dodajcie czwarty wymiar - otrzymamy teserakt - hipersześcian, a następnie wyjdźcie poza skalę! Tam są moje poglądy polityczne. Oświadczył z satysfakcją WS. Eee... nie widzimy tego... Siepacz zmarszczył czoło i spojrzał na WS-a jak na wariata. Twarz WS-a powoli wykrzywiła się w złośliwym uśmiechu. W końcu nie wytrzymał i parsknął demonicznym śmiechem, tak jak na początku spotkania. ONI także delikatnie uśmiechnęli się. Siepacze stali zmieszani i spoglądali to na NICH, to na WS-a. Witamy w XXI wieku! Gra toczy się dalej! Zawołał WS. Gra zawiera w sobie także wskazówki oraz mnóstwo fałszywych informacji. Jestem lustrem odbicia waszego. ONI kiwnęli potakująco głowami. Potrzebny jest nowy paradygmat, nowy mit, nowa narracja głupcy! Nie można ludziom odebrać nadziei i wierzeń, jeśli nie ma się dla nich nic w zamian. Większość tego nie wytrzyma - Świat Klauna ich zniszczy, zwłaszcza jeśli nie będą w stanie przyjąć bardziej abstrakcyjnych i uniwersalnych idei duchowych - przytłaczająca większość nie jest w stanie. Wiem co mówię, mam bogate doświadczenie zbierane latami. Powiedział z pasją WS. Pamiętajcie o ludzkich ograniczeniach mentalnych i emocjonalności, która jest głównym motorem postępowania automatów w Świecie Klauna - także tych wysoko wykształconych i zdawałoby się rozsądnych. Pamiętajcie o Piramidzie. Strzeżcie się zwodniczych i fałszywych atraktorów. Świat Klauna jest nimi nasycony bardziej niż wam się wydaje. WS zaczął krążyć po salonie z dłońmi splecionymi z tyłu. Po chwili zatrzymał się i spojrzał na siepaczy. Łapiecie co mam na myśli? Zapytał WS. Chyba tak. Odparł pierwszy siepacz. Doskonale. Czy macie jeszcze jakieś pytania? To już wszystko z naszej strony. To żegnam was panowie. Odpowiedział WS, a następnie spojrzał na NICH. A wy chcecie jeszcze czegoś ode mnie? Jeden z NICH wyjął czarny neseser. WS nie zauważył go wcześniej. Podszedł do stolika i wyjął z nesesera grubą książkę, którą położył na stoliku. WS spojrzał na okładkę. "Granice wzrostu - raport dla Klubu Rzymskiego - 1972". ON otworzył raport na ostatniej stronie i wskazał palcem podkreślony fragment: "Ostatnią myślą, którą pragniemy przekazać, jest to, że człowiek musi badać naukowo również siebie, to znaczy swoje cele, swój system wartościowania, tak samo jak bada świat, który pragnie zmienić. W obu przypadkach musi się sprawie poświęcić do końca. Bo sedno sprawy leży nie tylko w tym, czy gatunek ludzki przetrwa, lecz bardziej jeszcze w tym, czy zdoła przeżyć, nie pogrążając się zarazem w stan bezwartościowej wegetacji".
***
Nagle jeden z siepaczy ostrożnie zajrzał do salonu. WS podniósł głowę znad raportu i spojrzał badawczo na siepacza. Czego jeszcze chcecie? Zapytał beznamiętnym tonem. Co będziesz dzisiaj robił WS? WS zmrużył oczy i odpowiedział. Będę grał w grę! A później? Też będę grał w grę. Jaką, jeśli można wiedzieć? Zapytał zaintrygowany siepacz. W tą co zwykle, w "Życie". Odparł WS z uśmiechem i pochylił głowę nad raportem, machając jednocześnie ręką w geście odprawiającym siepacza. ONI stali przy biurku i milczeli wymownie. Z głośników płynął rytmicznie nu jazz. Mechanika przetrwa. Pomyślał WS i uśmiechnął się do siebie. Chciał coś powiedzieć i odwrócił się za siebie, ale w pokoju nikogo nie było. ONI rozpłynęli się w powietrzu. Siepacze wyszli. Został sam. Spojrzał na raport. Nagle jego uwagę przykuł mały znaczek w prawym górnym rogu okładki. Widniała na nim sowa Minerwy. WS wpatrywał się w symbol pogrążony w zadumie.
Follow the light and we'll find our place
We came with nothing and we'll leave no trace
Close my eyes I can see your face
You took the world away

Cause you know that there's no turning back
In this life, don't give in

Main page | Portfolio | Publications | PostgreSQL | Gallery | Music | Back to the future | About me