PROGRAMMING AND SOMETHING MORE...

Main page | Portfolio | Publications | PostgreSQL vs other DBMS | IT Humor | Music | Quotes | About me

Cytaty

"Korzystać trzeba z różnych źródeł, kryterium jest jedno: czy są tam informacje czy hasła, jak hasła to szkoda czasu, jak informacje to pilnie studiować i z różnych najlepiej przeciwstawnych źródeł."doc. Józef Kossecki (Polska Szkoła Cybernetyki)
"Naukowców interesuje rzeczywistość, jaka jest. Doktrynerów interesuje rzeczywistość, jaka powinna być. Naukowcy chcą, żeby ich poglądy pasowały do rzeczywistości. Doktrynerzy chcą, żeby rzeczywistość pasowała do ich poglądów. Stwierdziwszy niezgodność między poglądami a dowodami naukowiec odrzuca poglądy. Stwierdziwszy niezgodność między poglądami a dowodami doktryner odrzuca dowody. Naukowiec uważa naukę za zawód, do której czuje on zamiłowanie. Doktryner uważa doktrynę za misję, do której czuje on posłannictwo. Naukowiec szuka "prawdy" i martwi się trudnościami w jej znajdowaniu. Doktryner zna "prawdę" i cieszy się jej zupełnością. Naukowiec ma mnóstwo wątpliwości, czy jest "prawdą" to, co mówi nauka. Doktryner nie ma najmniejszych wątpliwości, że jest "prawdą" to, co mówi doktryna. Naukowiec uważa to, co mówi nauka za bardzo nietrwałe. Doktryner uważa to, co mówi doktryna, za wieczne. Naukowcy dążą do uwydatniania różnic między nauką a doktryną. Doktrynerzy dążą do zacierania różnic między nauką a doktryną. Naukowiec nie chce, żeby mu przypisywano doktrynerstwo. Doktryner chce, żeby mu przypisywano naukowość. Naukowiec unika nawet pozorów doktrynerstwa. Doktryner zabiega choćby o pozory naukowości. Naukowiec stara się obalać poglądy istniejące w nauce. Doktryner stara się przeciwdziałać obalaniu poglądów istniejących w doktrynie. Naukowiec uważa twórcę nowych poglądów za nowatora. Doktryner uważa twórcę odmiennych idei za wroga. Naukowiec uważa za postęp, gdy ktoś oderwie się od poglądów obowiązujących w nauce. Doktryner uważa za zdrajcę, gdy ktoś oderwie się od poglądów obowiązujących w doktrynie. Naukowiec uważa, że jeżeli coś nie jest nowe, to nie jest wartościowe dla nauki, a wobec tego nie zasługuje na zainteresowanie. Doktryner uważa, że jeżeli coś jest nowe, to jest szkodliwe dla doktryny, a wobec tego zasługuje na potępienie. Naukowcy są dumni z tego, że w nauce w ciągu tak krótkiego czasu tak wiele się zmieniło. Doktrynerzy są dumni z tego, że w doktrynie w ciągu tak długiego czasu nic się nie zmieniło.prof. Marian Mazur (Polska Szkoła Cybernetyki)
"Wolny człowiek to taki, który nie podlega żadnym innym ograniczeniom, poza tymi, które sam na siebie nałożył. Prawa przyrody zaś należy zaakceptować. Ich zrozumienie jest istotą wolności."
Baruch Spinoza
"Jednostki wybrane z danej puli genetycznej tworzą przyszłość dzięki przedwczesnej aktywacji swoich obwodów nerwowych. Bardzo często dzieje się to bez udziału ich świadomości. Mimowiednie żyją w przyszłości, wyobcowani ze swego kontekstu społecznego. Nieświadomi swego programu genetycznego, mają wrażenie braku przynależności do tego świata. Niektórym z nich towarzyszy nawet poczucie osaczenia, które sprawia, że czują się tak, jakby utknęli w klatce skonstruowanej dla nich przez społeczeństwo. (...) Takim Agentom Ewolucji zwykle przypina się łatkę wyrzutków, ponieważ miotają się, kierując swe kroki do przodu i wyrywają się z przeszłości, wystając ponad rzeczywistość, w której pogrążone jest ich społeczne stado. Wraz z przyspieszeniem procesów ewolucyjnych dochodzi do gwałtownego ich namnożenia w świecie. Dobry tego przykład stanowić mogą lata sześćdziesiąte XX wieku, kiedy nagle pojawiło się wielu Agentów Przyszłości. Nawet w obecnych czasach dopiero zaczynamy rozpoznawać ich znaczenie, zaczynamy odkrywać, jak istotną rolę odgrywają outsiderzy dla rozwoju danego gatunku."
prof. Timothy Leary - "Agenci Ewolucji"
"Moksza w fizyce życia definiowana jest jako stan świadomości człowieka przejawiający się wyzwoleniem ze złudzeń, iluzji, grupowej i własnej emocjonalności. To stan świadomości prawie doskonałego poznania własnej natury, natury otaczających nas obiektów i natury sprzężeń pomiędzy nimi. Żeby osiągnąć ten stan należy dążyć do: 1. Pełnego, na bardzo wysokim poziomie ogólności, zrozumienia zależności przyczynowo-skutkowych, rządzących materią, energią i informacją. 2. Wyskoczenia z "Własnego JA" czyli pozbycia się ahamkary i wyzbycia się Syndromu Kalego. Osoby myślące w tych kategoriach postrzegają w sposób obiektywny interesy wszystkich, nie tylko swój własny. Bezstronnie postrzegają dylematy i potencjalne konflikty interesu. 3. Zrozumienia Ahamkary i bycie niepodatnym na jej oddziaływanie. 4. Zrozumienia Matrix'u i bycie niepodatnym na jego oddziaływanie. (...)

Myślenie absolutne to umiejętność postrzegania i analizy rzeczywistości, taka jaką ona jest. Myślenie to charakteryzuje: 1. Świadomość jedności nauki i multidyscyplinarna analiza rzeczywistości. 2. Świadomość wszystkich wyżej wymienionych elementów myślenia i: umiejętność zastosowania właściwego rodzaju myślenia dla danej sytuacji/zjawiska; umiejętność patrzenia na zjawiska poprzez pryzmat wszystkich rodzajów myślenia składających się na myślenie absolutne."

John Freeslow - "Fizyka Życia" (słownik)
"Dzięki czynnikowi trzeciemu jednostka zaczyna zdawać sobie sprawę, co jest istotne, trwałe, korzystne dla jej rozwoju, a co drugorzędne i tymczasowe lub przypadkowe w jej własnej strukturze i postępowaniu, a także w oddziaływaniu środowiska zewnętrznego; stara się współpracować z tymi siłami, które sprzyjają rozwojowi jej osobowości, i eliminować to wszystko, co ten rozwój hamuje."
prof. Kazimierz Dąbrowski - "Dezintegracja pozytywna"
"Dlatego też nie będę przed Waszą Świątobliwością taił, że do rozmyślań nad odmiennym układem ruchu sfer niebieskich nie co innego mnie pobudziło, jak spostrzeżenie, że pod tym względem matematycy sami ze sobą nie pozostają w zgodzie. (...) Dlatego zadałem sobie trud przeczytania dzieł wszystkich filozofów, jakie zdołałem zebrać, by sprawdzić, czy którykolwiek z nich, kiedykolwiek co do ruchów sfer innego może był zdania aniżeli ci, którzy po szkołach nauki matematyczne wykładali. I oto znalazłem najpierw u Cycerona, że Niketas mniemał, jakoby Ziemia się poruszała. Następnie znalazłem znowu u Plutarcha, że niektórzy inni jeszcze tego samego byli zdania. (...) Wzmianki te dodały mi odwagi, a zatem zacząłem i ja o ruchomości Ziemi rozmyślać. (...) Jeżeli zaś znajdą się różni mówcy, którzy - mimo że są nieukami w rzeczach matematycznych, przecież przywłaszczają sobie sąd co do nich, i z powodu jakiegoś miejsca w Piśmie Świętym źle naciągniętego na korzyść ich wyobrażeń - zechcą to moje dzieło łajać i napastować; tych sobie za nic ważę, tak że nawet ich sąd jako niedorzeczny odrzucam. Wiadomo bowiem dobrze, że Laktancjusz, głośny skądinąd pisarz, lecz mierny matematyk, bardzo po dziecinnemu rozprawia o kształcie Ziemi, ośmieszając tych, którzy kulistość jej utrzymywali. Nie powinno więc dziwić, gdyby tacy także nas wyśmiewali."
Mikołaj Kopernik - "O obrotach ciał niebieskich" (przedmowa do papieża Pawła III)
"Patokracja jest chorobą wielkich ruchów społecznych, następnie przenosi się na całe społeczeństwa, narody i imperia. W historii ludzkości miała ona wpływ na ruchy społeczne, polityczne i religijne, jak również towarzyszące im ideologie (...) i zmieniła je w ich własne karykatury (...) Stało się to wskutek (...) udziału patologicznych czynników w procesie quasipatodynamicznym. To tłumaczy, dlaczego wszystkie patokracje na świecie są - i były - tak do siebie podobne pod względem swych najistotniejszych cech. (...) Działania patokracji mają wpływ na całe społeczeństwo, zaczynając od jego liderów, a na infiltracji każdego miasta, przedsiębiorstwa i instytucji kończąc. Patologiczna struktura społeczna stopniowo spowija cały kraj tworząc "nową klasę" w obrębie narodu danego państwa. Ta uprzywilejowana klasa [patokratów] czuje się stale zagrożona przez "innych", czyli przez większość normalnych ludzi. Nie mają również żadnych złudzeń co do swojego osobistego losu w przypadku przywrócenia systemu społecznego normalnych ludzi."
Andrzej M. Łobaczewski - "Ponerologia polityczna - nauka o naturze zła w adaptacji do celów politycznych"
"Przyszłość nie będzie wylegiwaniem się w hamaku kołysanym przez niewolnicze roboty, lecz będzie twardą walką przeciwko ograniczeniom naszej inteligencji."
prof. Norbert Wiener
"Ostatnią myślą, którą pragniemy przekazać, jest to, że człowiek musi badać naukowo również siebie, to znaczy swoje cele, swój system wartościowania, tak samo jak bada świat, który pragnie zmienić. W obu przypadkach musi się sprawie poświęcić do końca. Bo sedno sprawy leży nie tylko w tym, czy gatunek ludzki przetrwa, lecz bardziej jeszcze w tym, czy zdoła przeżyć, nie pogrążając się zarazem w stan bezwartościowej wegetacji."
Zakończenie pierwszego raportu dla Klubu Rzymskiego
"Nowa epoka wymaga nowej elity umysłowej. Nauka i technologia dokonują zmiany prawideł społecznej selekcji: nie będzie to już elita rozwrzeszczanych demagogów ani tępych bojówkarzy - ci zdążyli już przejść do historii, na świecie plączą się jeszcze tu i ówdzie ich epigoni. Rewolucja naukowo-techniczna i idąca za nią krok w krok nieuchronna rewolucja społeczna niosą wyzwolenie twórczym siłom człowieka, jego indywidualizmowi, potrzebie autonomii i prywatności. Bohaterami jutra będą więc nie wodzowie, doktrynerzy i handlarze, lecz ludzie pracy twórczej (...). Nowa elita będzie miała systemową wizję świata i człowieka. Będzie odporna na ksenofobię i samouwielbienie, twórcza, innowatorska, odważna i wytrwała. Charakteryzować ją będzie otwartość i niezależność myślenia, tolerancja dla cudzych poglądów, nawet najbardziej "zwariowanych", byle nie obrażały elementarnej logiki i nie szkodziły ludziom. Rozumiejąc lepiej uwarunkowania natury ludzkiej i tworzonych przez człowieka systemów, ta nowa elita nie będzie poszukiwać "wroga" w innych ludziach, lecz w abstrakcyjnie pojmowanych przejawach zagrożeń cywilizacji i jej rozwoju. (...) Jednakże to nie wystarcza. Rozwój naukowo-techniczny człowieka wymaga jego rozwoju duchowego, a nie tylko naukowego, w przeciwnym bowiem razie człowiek może stać się podobny do ucznia czarnoksiężnika, nieopatrznie uwalniającego demony. (...) W przekonaniu autora los ludzkości jest stopniowo coraz mniej zależny od "dobrych" czy "złych" prezydentów czy innych przywódców - to właśnie oni są coraz bardziej zależni od biegu wydarzeń, którymi rządzi logika systemów. Czynnikiem, którego znaczenie wciąż rośnie, jest struktura myślowa wielkich mas ludzkich, wywierająca swój wpływ stymulujący lub hamujący na procesy społeczne. Modernizacja struktury myślowej ludów całego świata jest przesłanką możliwie wolnego od wstrząsów przejścia do nowej cywilizacji. Świadome uwstecznianie tej struktury jest zbrodnią przeciw każdemu narodowi i przeciw ludzkości. Jesteśmy uwikłani w przeszłość - nieraz straszliwie uwikłani i musimy wykazać dużo wzajemnej życzliwości, opanowania i cierpliwości, aby się móc wyplątać z sieci umarłego świata. (...) Nigdy nie wolno pozwolić swoim odruchom i instynktom, swoim zmysłom i emocjom sparaliżować własnego rozumu, nawet gdyby te emocje odwoływały się do najświętszych ideałów i do najdroższych osób. (...) Siłą uderzeniową tej rewolucji będą stosunkowo nieliczne grupy wąskich specjalistów (disciplinarians) i specjalistów od problematyki systemowej, generalistów (generalists). Uzbrojeniem nie będzie śmiercionośna broń, lecz nauka i technologia. (...) Chcąc ująć charakterystykę rozwoju cywilizacyjnego XX w. w jednym zdaniu, należałoby powiedzieć, że wiek ten pozostanie w historii wiekiem ingerencji człowieka w struktury materii lub też że jest on początkiem ery podejścia systemowego."
dr Jan Maria Szymański - "Życie systemów" (Polska Szkoła Cybernetyki)
"(...) Aby takie społeczeństwo zbudować, trzeba stworzyć ruch nowego typu, ruch holistyczny: polityczny, ekologiczno-ekonomiczny i duchowy. Stworzenie takiego ruchu jest naszym celem bezpośrednim. (...) Od czego zacząć? Dotychczas ukształtowały się dwie opcje: opcja technokratyczna, widząca rozwiązanie w przekształceniach technicznych i prawnych, czyli w przekształceniu naszego świata zewnętrznego, oraz opcja duchowa, oczekująca początku zmian u źródła, tj. w ludzkiej świadomości. Zmienić człowieka, czy zmienić świat przy pomocy takich ludzi jacy istnieją? Każda z tych opcji wzięta osobno wydaje się nierealna. Musimy dążyć do przekształcenia Starego Świata w Nowy Świat równolegle do rozwijania Nowej Świadomości. Nie wszyscy mogą to zaakceptować. W przeszłości istnieli uczeni mężowie, dowodzący "naukowo", że pociągi szynowe nie będą się poruszać, a samoloty nie będą latać, nie dziwmy się więc, jeśli ktoś uzna budowę Nowego Społeczeństwa za nierealną. Nie oczekujmy, że ktoś za nas zmieni świat, musimy tego dokonać sami, zaczynając od siebie. (...) Ruch nie jest powieleniem tradycyjnego wzorca partii politycznej. Wzorzec ten, wywodzący się z klubów politycznych Anglii i Francji XVIII wieku przeżył się już w znacznej mierze, podobnie jak stracił sens podział na "lewicę" i "prawicę", który pochodzi stąd, że przed stu laty w parlamencie zasiadali po lewej stronie przedstawiciele ludzi biednych, a po prawej - bogatych. Dla Ruchu nie ma też znaczenia, czy jego uczestnicy wywodzą się z tradycji komunistycznej, czy antykomunistycznej. Ruch ma charakter holistyczny, obejmuje opcje polityczne, ekologiczno-ekonomiczne i etyczne; jest to nowe zjawisko na arenie politycznej. (...) W Ruchu powinni znaleźć się wszyscy indywidualiści, ludzie o nietypowych uzdolnieniach, którzy nie widzą dla siebie miejsca w warunkach przystosowanych do przeciętności, często nie akceptowani przez otaczającą miernotę. (...) Przede wszystkim Ruch musi odciąć się od ludzi uwikłanych w istniejące struktury i interesy władzy, Nie można ufać ludziom poszukującym tylko odskoczni do kariery i pieniędzy, ludziom skorumpowanym, pełnym uprzedzeń międzyludzkich, opornych na dialog i kompromis. Nawet najlepsi z nich mogą się zdobyć tylko na ulepszanie status quo, ponieważ nie potrafią sobie wyobrazić niczego innego. Należy unikać przenikania do ruchu osobników z psychopatycznym lub charakteropatycznym skrzywieniem psychiki, ponieważ mają oni patologiczną potrzebę podporządkowywania sobie innych, nie dbając o interes ogółu. W Ruchu nie ma również miejsca dla dewiantów i osób uzależnionych. Wystrzegać trzeba się ludzi zdemoralizowanych przez korupcję i związanych ze światem przestępczym. Zdrada i korupcja to dwie najcięższe choroby trawiące wszelkie organizacje. Żadna nie kwalifikuje się do wyleczenia, obydwie nadają się tylko do amputacji. (...) Ruch Nowego Społeczeństwa jest przede wszystkim ruchem młodego pokolenia, jest ruchem profesjonalistów, niezależnie od poziomu wykształcenia. Dlatego nie ma w nim miejsca dla ludzi bez zawodu, zwłaszcza dla ludzi uważających za zawód "pełnienie kierowniczych funkcji". (...)"
dr Jan Maria Szymański - "Nowe Społeczeństwo" (Polska Szkoła Cybernetyki)
"Przeciętny inteligent polski z takim czy innym dyplomem, to pożałowania godna istota, która do swej bezdziejowej psychiki dołącza pojęciowy dorobek nauki europejskiej. Bezdziejowość polska wyłącza poczucie powinności wobec dzieła kultury, i dzięki temu umysł, przyswajając sobie świat pojęciowy narzędzi techniki, humanistyki, nie chwyta istoty rzeczy, lecz tylko puste łupiny. Dla umysłu, żyjącego duchem powinności dzieła, każde pojęcie - energia atomowa, dobro społeczne, silnik odrzutowy, motoryzacja rolnictwa, itd. jest torem możliwej akcji i narzędziem pracy, w bliższym lub dalszym obwodzie dotykającym danego osobnika, posiadającym dlań osobiste znaczenie i ważność.

Skoro dany osobnik jest włączony w rozwijający się organizm gospodarczy, społeczny, doświadcza on jako coś bardzo swojego wszystko, co rozmach życiowy tego organizmu wzmaga, gdyż to jest cząstką jego własnego życia. Całkiem inaczej kształtuje się to w polskim umyśle. Zasady wspakultury wyłączają człowieka z ewolucji ogólnej, jak już o tym wiele razy mówiliśmy. Skoro tak, obce i dalekie stają się zagadnienia tkwiące w naładowanych pasją wytężenia pojęciach i narzędziach pracy. Ale z drugiej strony inteligent polski przez fakt wykształcenia, pojęcie to przyswoił sobie. Błyszczy nimi na uroczystej akademii, swobodnie operuje w rozmowie salonowej, w pogawędce przy kawie. Nie są one dlań kategoriami roboczymi, cząstką jego "ja", gdyż jego "ja" to właśnie ich zaprzeczenie. Czuje on swoje "ja" i własne dostojeństwo, gdy im się przeciwstawia, gdy uświadamia sobie, że "nie zatracił swej osobowości" w ich służbie. W jego umyśle są one omawianym już "lamusem kikutów". Tu ma swoje korzenie sławetna "bystrość" i błyskotliwość polskiego inteligenta. Potrafi on w rozmowie sięgnąć do swego "lamusa kikutów" i wyciągnąć ten, lub ów kikut, nie przejmując się zbytnio jego właściwym przeznaczeniem. Stąd złuda lotności umysłu, która jest zwykłą płytkością sądu oddartego od precyzji praktyki i sprawdzianu skuteczności. Inteligent polski ma skłonność do operowania kikutami swego lamusa nie krępując się zbytnio, czy jego sądy mają pokrycie w pragmatyce myślenia, czy wytrzymują ciężar możliwej praktyki. Na tej drodze uzyskuje się łatwy polor "lekkości" i bystrości, chociaż w rzeczywistości są one tylko przejawem niedowładu nabytej wiedzy i narzędzi pracy. Podobnie jak instytucja wychowania, aparat wykształcenia polskiego inteligenta jest tym słabiej osadzony w jego osobowości, im bardziej zbliża się ona do ideału "dobrego Polaka". Tracąc rolę wyekwipowania i uzbrojenia w narzędzia do dzieła, staje się ozdobą i ozłotą. Ludzi ocenia się według tego jak są ozdobieni i ustrojeni w dyplomy i tytuły, co wcale nie oznacza wiedzy, umiejętności i wydajności. Do tych celów przykrawa się instytucje służące krzewieniu i upowszechnianiu wiedzy.

Organ społeczny, znajdujący się w rozwoju, stwarza specjalne organy, poświęcone badaniu naukowemu i upowszechnianiu wyników badań. Takimi są uniwersytety, politechniki, akademie i specjalne zakłady badawcze. Zestalają one ogólne zasady naukowe, tyczące się różnych dziedzin życia, jako dyscypliny humanistyczne, przyrodnicze, biologiczne, - a następnie wychowują w ich duchu kadry przodownicze. Zasadnicza rozbieżność pomiędzy prądem życia narodowego, dążącym do form istnienia najbardziej nieenergetycznych, kwietystycznych, a nauką, doprowadzić musiała do sklerozy organów jej poświęconych. Organy te w najlepszym wypadku stały się ozdobnym kwiatkiem na kożuchu. W dyscyplinach humanistycznych rychło przystosowały się do sytuacji, stając się ogniskiem sklerozy. (...)

Struktura życia duchowego, znamienna dla inteligencji polskiej wyrazić się musiała w dewaluacji i upadku poziomu inteligencji. Inteligent polski jest jałowy i mało twórczy, gdyż cechuje go mała inteligencja, pomimo pokaźnego nieraz rozrostu "lamusa kikutów", czyli oderwanej, antypragmatycznej wiedzy. Nie należy się temu dziwić. Nauka i umiejętność rośnie organicznie na podobieństwo drzewa. Każdy nowo przybywający element jest wynikiem ogólnej ciągłości, jest ściśle związany z organicznym rozwojem, którego niejako ekranem jest świadomość ogólna. Elementy wiedzy w oderwaniu od tej świadomości ogólnej stają się czymś martwym i doskonale dają się układać w dowolny sposób, czyli stają się kikutami, ze zbioru których powstaje "lamus kikutów". Jakiejż wydajności można się spodziewać od posiadacza takiego lamusa? Poszczególne kikuty pozostaną nimi, gdyż środowisko ewoluuje w kierunku, gdzie nauka jest czymś zbytecznym.

Wzmiankowaliśmy już, że nauki humanistyczne zostały spreparowane przez wspakulturę. Właściwie to sama wspakultura stała się centralną osią, naczelnym problematem humanistyki. Poprzednio opisaliśmy w jaki sposób się to staje. Historia, literatura, krytyka, sztuka, filozofia, pedagogika, etyka, teoria kultury, itd. doskonale nadają się do tego, by podrzucić tam kukułcze jajo wspakultury, o ile inne dźwignie kultury już opanowano. Gdy "wzniosłe" prawdy wspakultury staną się trzonem humanistyki, poszczególne dyscypliny służą tylko jako ilustracje dróg dojścia do zasad naczelnych. Wszystko wówczas układa się znakomicie. Poszczególne działy nauk humanistycznych włącza się w wielką hierarchię wspakultury, po czym właściwie wszelki ruch ustaje. Wyjątkiem jest fenomen upadku Polski, który taka nauka musi na swój sposób wyjaśnić, by ustalonego systemu nie narazić na zachwianie. Na tej drodze powstały podpórki "naukowe" w postaci polskiej historiografii, literatury romantycznej, krytyki literackiej, filozofii "narodowej", itd. Wszystkie one wyrosły z troski o uchowanie sklerozy kulturowej w możliwie nienaruszonym stanie, co nie było tak proste wobec wtórnych skutków tejże sklerozy. Dokonano bowiem sztuki nielada: pogrążono naród w chorobie tak głęboko, że nastąpiła katastrofa, a pomimo to udało się zgłuszyć wszelką refleksję w narodzie, tak, że bunt przeciwko sprawcy klęski w ogóle się nie zrodził. Organy świadomości i nauki dobrze się spisały w służbie wspakultury. Na tej podstawie utwierdził się monolit polskiej nauki historii, krytyki literackiej, filozofii narodowej.

Możemy powiedzieć, że w Polsce wszystko, co należy do nauk humanistycznych, zostało przeżarte wspakulturą w tym stopniu, iż straciło wszelkie cechy nauki. Jest to właściwie skrzep wspakulturowy, spinający w ścisłą obręcz świadomość narodową. Wewnątrz tego skrzepu znajdujemy polskie uniwersytety, instytuty naukowe, mrowie profesorów i innych "pracowników nauki". Przez skorupę tego wrzodu nie przebije się już żadna zdrowa refleksja. Nie ma do czego. Element ludzki, stanowiący jego załogę, rekrutowany był według stopnia zbliżenia się do ideału "dobrego Polaka". Mamy więc tam skupioną elitę umysłową ciągu polakatolickiego. Elita ta przechodziła przez dwa sita: katolickie i zlaicyzowane. Gdzie indziej uniwersytety stanowią ośrodki świadomości rozwijających się społeczeństw. W Polsce są one ośrodkami skondensowanej choroby dziejowej narodu. Niczego z tej strony nie należy oczekiwać prócz sprzeciwu i przeszkód. Nieco inaczej przedstawia się sprawa na odcinku nauk przyrodniczych. Nie nadają się one do infiltrowania przez wspakulturę, gdyż to jest równoznaczne ze zdecydowanym ich zniszczeniem, a poza tym ośrodki postępu naukowego były niedosięgalne. Tak lub inaczej, tolerowane organy społeczne tych nauk nie mogły wywrzeć wpływu na umysły, gdyż od początku skazane były na mizerną wegetację. Postęp nauki jest związany z ogólną tendencją społeczeństwa do rozwoju. Nauka rozwija się wówczas, gdy jej osiągnięcia są bodźcem do działalności na różnych polach. Rozwój w dziedzinie techniki rolniczej jest możliwy tylko tam, gdzie odkrycia naukowe i nowe metody są skwapliwie przyjmowane w terenie, i urzeczywistniane wracają jako cykl nowych zamówień. Stwierdzono już dawno, że w warunkach polskich dokonanie jakichś usprawnień technicznych otwiera nieoczekiwany dla wynalazców problem: dla kogo? Istotnie, "uduchowiony" i "uduchawiający się" naród wcale nie odczuwa potrzeb, które usiłują zaspokoić fanatycy nauk stosowanych w Polsce. Zastój w dziedzinie nauk stosowanych, przejście z konieczności do zagadnień oderwanych, "czystych", oto produkt rozbieżności nurtu życia społecznego i rytmu nauk przyrodniczych. Sfery odpowiedzialne za pomyślność społeczeństwa, widząc niewątpliwy fakt niskiego poziomu umysłowego inteligencji polskiej i bezproduktywne zamieranie ośrodków naukowych, próbowały temu zapobiec. Nie ogarniając całokształtu zjawiska, a tym mniej sięgając do jego ukrytych korzeni, usiłowały leczyć objawy choroby. Tak więc niski poziom polskich uniwersytetów próbowano podnieść poprzez usilną selekcję, egzaminy konkursowe, wyższe wymagania w szkołach średnich. Niewytłumaczalne było, chociaż mocno uderzające zjawisko opadania poziomu umysłowego z roku na rok w Drugiej Rzeczypospolitej, wbrew usilnie stosowanym środkom zapobiegawczym. Nikt nie mógł ogarnąć istoty "recydywy saskiej", gdyż aby ją pojąć, trzeba było samemu przejść rewolucyjną przemianę.

Całkiem prostą wydawała się kwestia zamierania ognisk nauk stosowanych. Najtęższy umysł łatwo "odkrywał" przyczynę, zestawiając cyfry budżetów polskich i zagranicznych instytutów badawczych. Nikomu nie przychodziło do głowy, że ogromne sumy wydawane na popieranie nauk stosowanych za granicą stokrotnie się opłacały, gdy natomiast w Polsce były one wydatkiem chybionym. Nie była to wina naukowców, toteż z czystym sumieniem o dotacje się upominali. Praktyka wykazywała nieprodukcyjność wydatków na popieranie nauki w Polsce, stąd też wypływał brak szczodrości. Dla prostych umysłów tu się kryła przyczyna niedorozwoju, usunięcie której miało rzekomo usunąć wszystkie trudności. Rosły więc instytuty okazałe i na pokaz, napełnione personelem, nie czującym wcale lawinowo narastającej fali skutków swej odkrywczej pracy. Wyrzucenie kukułczego jaja wspakultury jest jedynym wyjściem z impasu. Sięgając do dna nawarstwień chorobowych, usuwając istotną przyczynę, otwieramy wyloty na stopniowe uzdrowienie. Trzeba umożliwić przejawienie się podstawowym siłom. One przywrócą zdrowie. Pasja badawcza, wyzwolenie się instynktu ciekawości technicznej, woli sprawności, jest możliwe tylko wówczas, gdy psychika polska zostanie pozbawiona czynnika ją paraliżującego. Wówczas dopiero przepadnie zmora naszych czasów: "inteligent polski" czyli człowiek, który zgodnie z zasadami wychowania moralno-społecznego jest daleki od tego wszystkiego co stanowi instynkt naukowo-techniczny, a jednocześnie ma naładowaną głowę dorobkiem tejże pogardzanej nauki, z którą nie wie co czynić. Dziwna jest droga do normalnego, ludzkiego życia: odcięcie się od swej tradycji, od tego, co dziś jeszcze uchodzi za istotę polskości.

Zdrowa humanistyka winna być tworzona w oderwaniu, poza tym, co jest dziś związane z zakrzepłymi organami "nauki polskiej". W odniesieniu do nauk przyrodniczych kwestia pobudzenia ich żywotności rysuje się odmiennie. Zastój w tej dziedzinie wynikł z braku oddźwięku i zastosowania w normalnym toku życia gospodarczo-społecznego. Przezwyciężenie tego stanu zdążać winno od podstawowego ogniwa: pobudzić żywotność terenu gospodarczego. Znaczy to: obudzenie woli lepszych wyników na każdym odcinku pracy codziennej. Gdy ogrodnik, rolnik, majster, robotnik zostanie ożywiony pragnieniem uzyskania lepszego produktu, usprawnienia pracy, wydajniejszego wysiłku, zwróci się on wówczas do źródeł wskazówek jak to czynić. Będzie to nowe zapotrzebowanie społeczne, dzięki któremu organa nauk stosowanych znakomicie się rozwiną. Ożywi to cały łańcuch - dziś pogrążony w zastoju. Zagadnienie rozwoju nauki w Polsce jest więc zagadnieniem typu duchowego szerokich mas narodu. Rewolucyjna przebudowa ideomatrycy, tak jak to już opisywaliśmy, jest jednocześnie problemem wyzwolenia dynamiki nauk. Dojście do tego momentu, gdy paraliż, narzucony bodźcom nauki przez wspakulturę, zostanie przezwyciężony, będzie rzeczą najtrudniejszą. Widzimy już jednak kierunek tego dojścia. I to winno obudzić ufność w możliwość dokonania wyzwalającej rewolucji."

Jan Stachniuk - "Droga rewolucji kulturowej w Polsce - Studium rekonstrukcji psychiki narodowej" (Zadruga)
"Od jesieni 2011 roku nie oglądam telewizji, poza wybranymi filmami, mam bardzo dużo czasu i mam w dupie co powiedział taki czy inny polityk i co odpowiedział mu inny polityk."Pewien trzeźwo myślący ekonomista
"Wypieprzaj stąd!"Była posłanka PO, kandydata do sejmiku opolskiego do mieszkańca Prudnika (przed uderzeniem go w twarz)
05.10.2018

Fragment "analogowej" biblioteczki - lektury "leminga", "buca", "gimbusa", "troglodyty", "idioty" i "psychola", czyli jak zostać generalistą i Znawcą Systemu bez dyplomu nie wychodząc z domu... Witamy w XXI wieku styropianowi "inteligenci"! Wasze barbarzyńskie, plemiennie spory nie są naszymi sporami, tak więc weźcie sobie coś na wstrzymanie zamiast wylewać swoje żale i złośliwości w kolejnych, skleconych na kolanie bredniotonach, bo pełnoprawnymi felietonami, tego steku bzdur, nie można nazwać. Pędzicie na oślep w kierunku ściany anachronicy - zderzenie będzie dla was bolesne...

Main page | Portfolio | Publications | PostgreSQL vs other DBMS | IT Humor | Music | Quotes | About me